Potrzebowałem zwykłego komputera do najprostszych, codziennych obowiązków. Zamiast wydawać majątek w sklepie, postanowiłem sprawdzić rynek wtórny. Przejrzałem Allegro oraz lokalne grupy sprzedażowe. Ostatecznie postanowiłem spróbować swoich sił na portalu OLX. Naiwnie liczyłem na szybkie i bezproblemowe zakupy elektroniki. Niestety rzeczywistość boleśnie zweryfikowała moje skromne plany. Wytypowałem dokładnie sześć najbardziej sensownych ogłoszeń. Równo połowa z nich okazała się perfidnym oszustwem.
Pierwsze ogłoszenie wyglądało całkiem sensownie i obiecująco. Wirtualny zestaw zawierał procesor Intel Core i7, kartę GTX 1070 oraz 32GB pamięci RAM i dysk SSD. Nic szczególnego w dzisiejszych czasach, ale do podstawowych rzeczy wystarczające. Oferta nie przypominała cudownej okazji za grosze, lecz brakowało w niej dokładnego modelu procesora. Sprzedający z pustym kontem udostępnił zaledwie jedno zdjęcie i nie podał numeru telefonu. Zapytałem więc w wiadomości o szczegóły techniczne i błyskawicznie otrzymałem odpowiedź.
Sprzedający (a może i automat) stwierdził, że przedmiot jest w pełni sprawny, ale ma pewien problem z edycją ogłoszenia. Przez to nie mógł rzekomo włączyć taniej przesyłki, więc próbował przenieść transakcję na portal Allegro. Zażądał mojego maila, żeby wysłać bezpośredni link do rzekomo wystawionej tam aukcji. Mimo że nie o to pytałem, sprawdziłem konkurencyjny serwis, ale opisywanej maszyny oczywiście w ogóle tam nie znalazłem. Cel był prosty: podesłać mi fałszywą bramkę płatności wyłudzającą pełne dane z karty. Nie skorzystałem z oferty, zgłosiłem do OLX, a po kilku godzinach ogłoszenie zniknęło. Przypadek, a może to wpływ mojego zgłoszenia?

Złotousty telemarketer i stówka na kuriera
Kolejna znaleziona perełka to świetnie wyceniony komputer poleasingowy przeznaczony dla graczy. Parametry były naprawdę dobre, a całe ogłoszenie dumnie świeciło statusem płatnego wyróżnienia. Zadzwoniłem na podany w ofercie numer telefonu i szybko rozpoczęliśmy rozmowę o sprzęcie. Odbierający nawijał przez kilka minut niczym rasowy handlowiec na pokazach garnków dla emerytów. Wymieniał same plusy, zachwalał wydajność maszyny i chwalił się gigantyczną kolejką chętnych kupców.
Schody zaczęły się przy próbie negocjacji i ustalaniu dokładnych kosztów bezpiecznej dostawy. Zniżka nie wchodziła w grę, a paczka za pobraniem wymagała stu złotych zaliczki blikiem na kuriera. Gdy stanowczo odmówiłem płacenia w ciemno, usłyszałem fascynującą bajkę o doskonałych wynikach sprzedażowych. Podobno inni klienci biorą te komputery hurtowo, zamawiając kolejne sztuki zaraz po pierwszych testach. Taka tania psychologia biznesu kompletnie mnie nie przekonała i natychmiast zrezygnowałem z transakcji. Była to wręcz podręcznikowa próba bezczelnego wyłudzenia opłaty za fikcyjny transport. Przynajmniej wszystko na to wskazywało.
Urażona duma furiata
Trafiłem też na handlarza, który początkowo budził we mnie całkiem spore zaufanie. Na moje pytania odpowiadał niezwykle konkretnie, bardzo szybko i wykazywał się znajomością tematu. Nasza internetowa sielanka trwała tylko do momentu ustalenia ostatecznych warunków zapłaty. Sprzedający zażądał nagle aż pięciuset złotych przedpłaty wysłanej bezpośrednio na jego konto bankowe. Resztę należności mogłem rzekomo bezpiecznie uregulować w gotówce u dostarczającego paczkę kuriera. Odmówiłem sponsorowania nieznanej osobie tak wysokich pożyczek bez absolutnie żadnego zabezpieczenia mojej gotówki. Uprzejmy sprzedawca natychmiast zamienił się w agresywnego furiata i zaczął mnie wulgarnie wyzywać. Miał ogromne pretensje o marnowanie cennego czasu, skoro od początku nie zamierzałem zrobić przelewu. Zdemaskowany naciągacz po prostu bardzo rzadko potrafi utrzymać swoje zszarpane nerwy na wodzy.
Po drodze odrzuciłem jeszcze dwie zupełnie normalne oferty, ponieważ parametry podzespołów mi nie pasowały. Szczęście uśmiechnęło się do mnie dopiero przy szóstym i całkowicie ostatnim podejściu. Znalazłem wreszcie odpowiedni komputer i zdecydowałem się na najbezpieczniejszy odbiór osobisty. Wymagało to przejechania samochodem pięćdziesięciu kilometrów w jedną stronę. To jednak naprawdę niska cena za święty spokój i zachowanie własnych oszczędności w portfelu.
Jaka płynie z tego wszystkiego puenta dla kupujących? Rynek używanej elektroniki to dziś prawdziwe wirtualne eldorado dla różnej maści oszustów. Naciągacze inwestują w promowanie fałszywych ofert, piszą rzetelne opisy i stale udoskonalają metody manipulacji. Jeśli nie możesz fizycznie dotknąć kupowanego sprzętu, lepiej trzymaj swój portfel głęboko w kieszeni. W przeciwnym razie za kilkaset złotych kupisz sobie co najwyżej bardzo drogie doświadczenie życiowe.
Źródło zdjęcia otwierającego: OLX, Magnific