Przetestował setki kart pamięci. Ceniony gigant wypadł wręcz fatalnie

Paweł BliźniukSkomentuj
Przetestował setki kart pamięci. Ceniony gigant wypadł wręcz fatalnie

Jeden z użytkowników Reddita spędził trzy lata na katowaniu ponad trzystu kart microSD, zapisując na nich łącznie aż 133 petabajty danych. Finał tego eksperymentu mocno weryfikuje zapewnienia producentów. Okazuje się, że droższe karty pamięci wcale nie gwarantują świętego spokoju, a rynkowy lider wypadł po prostu fatalnie.



Królowie opłacalności i cichy bohater z Amazona

W zwykłych zastosowaniach domowych zdecydowanie najlepiej poradziły sobie nośniki od PNY oraz Kingstona. Wytrzymywały średnio od 15 do nawet 23 tysięcy cykli kasowania i ponownego zapisu, nim wyzionęły ducha. Co ciekawe, na wyróżnienie zasłużyły budżetowe karty Amazon Basics, które po ponad dwóch latach ciągłej pracy wciąż działają bez zająknięcia. Trzeba jednak pamiętać, że firma handlowa może w każdej chwili zmienić dostawcę kości pamięci w tych kartach, więc to trochę loteria. Eksperyment pokazał coś jeszcze.

Najczęstszą przyczyną nagłej śmierci nośnika wcale nie jest zużycie samej pamięci. Zazwyczaj jako pierwszy wysiada wbudowany mikrokontroler. Karta nagle znika z systemu albo przełącza się w tryb tylko do odczytu.



Mit kart typu High Endurance prysł jak bańka mydlana

Słyszeliście pewnie nie raz: „do wideorejestratora musisz kupić wersję High Endurance, bo zwykła szybko padnie”. Z badań Cole’a wynika, że ta cała „podwyższona trwałość” to często zwykły skok na kasę. Średnia żywotność kart z tą naklejką sięgnęła 14 000 cykli P/E. To wynik niewiele lepszy od zwykłych nośników, za to ich prędkości zapisu bywały żałośnie niskie.

Prawdziwy dramat rozegrał się przy SanDisku. Producent reklamuje linie High Endurance i MAX ENDURANCE jako pancerne nośniki do ciągłej pracy. Wynik? Aż 6 z 7 testowanych kart padło po średnio 452 dniach! Żeby było zabawniej, w kategorii czysto przemysłowej (Industrial-Grade), gdzie średnia dla rynku wynosi kosmiczne 122 000 cykli, malutkie karty pamięci Kingston Industrial 8GB wykręciły 141 600 cykli, a przemysłowy SanDisk zmarł w męczarniach po 20 000 cykli. Działał tak „długo” tylko dlatego, że aplikacja testowa tygodniami przebijała się przez morze błędów I/O.

Czarna lista, którą warto zapamiętać

SanDisk zaliczył absolutny spadek ze stołka. W całej kolekcji Matta aż 28 kart stanowiły cywilne SanDiski i do dzisiaj żyje z nich… zaledwie 5 sztuk. Karty te umierały nagle, bez ostrzeżenia, w warunkach, w których konkurencja po prostu robiła swoje. Nawet zachwalane serie Extreme i Extreme PRO okazały się rozczarowaniem. Z 12 kupionych sztuk (zarówno na Amazonie, jak i AliExpress) przetrwały tylko dwie Extreme 64GB i jedna półżywa Extreme PRO 32GB.

A kto jeszcze wylądował na dnie? Marka onn. z Walmartu padła po 40 dniach i 1400 cyklach. ADATA Premier 32GB wyzionęła ducha po 236 dniach, a nośniki od Silicon Power, Gigastone czy Micro Center umierały zanim na liczniku stuknęło chociaż 5000 cykli.

Jak autor to wszystko przetestował? Facet zbudował w domu prawdziwą serwerownię z mini-PC. Wykorzystał mini PC (pudełeczka od Beelinka czy TRIGKEY) oraz stare laptopy z i7 na pokładzie. Cały ten „rig” ciągle męczy 107 karty pamięci, a kolejne 67 czeka w kolejce na wolne sloty w czytnikach.


reklama


Źródło: Reddit, Tom’s Hardware / Zdj. otwierające: Unsplash (@supratikdeshmukh)

Paweł BliźniukLinuksiarz, który lubi grzebać w sprzęcie i pisać o szeroko pojętej technologii. Uwielbia wszystko, co zawiera płytki PCB. Wielbiciel retro‑konsolek i ThinkPad'ów. Uzależniony od muzyki i gier roguelike. Wolne chwile poświęca na bieganie. Artykuły zaczął pisać jeszcze przed erą AI.