Polska szkoła coraz wyraźniej zderza się z problemem, którego nie da się już zamiatać pod dywan. Z najnowszego raportu „Trendbook 2026. Nowe technologie w edukacji i terapii” wynika, że skala specjalnych potrzeb edukacyjnych i psychologiczno-pedagogicznych jest dziś ogromna, a system w wielu miejscach zwyczajnie nie nadąża. Mowa o nawet 2 milionach uczniów wymagających wsparcia, brakach kadrowych i szkołach, które coraz częściej muszą ratować się technologią zamiast realną dostępnością specjalistów.
Wydawnictwo Nowa Era opublikowało raport oparty na ogólnopolskim badaniu z udziałem ponad 22 tys. respondentów, w tym nauczycieli, dyrektorów, specjalistów i rodziców. Z dokumentu wyłania się obraz edukacji włączającej, która istnieje w Polsce bardziej na papierze niż w jednolitej codziennej praktyce. Sama średnia ocena obecnego stanu wsparcia wyniosła 3,46 w pięciostopniowej skali, co trudno uznać za powód do samozadowolenia.
Polska szkoła ma coraz więcej uczniów z różnymi potrzebami
Najmocniejsza teza raportu jest prosta: polska szkoła pracuje dziś z dużo bardziej zróżnicowaną grupą uczniów niż jeszcze kilka lat temu. Nowa Era wskazuje, powołując się na dane resortowe, że wsparcia psychologiczno-pedagogicznego może wymagać już około 35 proc. uczniów, czyli blisko 2 miliony dzieci. Do tego dochodzą specyficzne trudności w uczeniu się, problemy z koncentracją, kryzysy psychiczne, trudności emocjonalne oraz rosnąca liczba opinii i orzeczeń.
Autorzy raportu zwracają uwagę, że w praktyce nauczyciele najczęściej mierzą się z problemami z koncentracją i uwagą, trudnościami w regulacji emocji i zachowaniu, a także z przeciążeniem wynikającym z konieczności indywidualnego dostosowywania materiałów. To nie jest już margines ani temat dotyczący wyłącznie wybranych placówek. To codzienność coraz większej części szkół.
Na tym tle szczególnie wyraźnie widać, jak bardzo system opiera się dziś na doraźności. Jedna szkoła radzi sobie nieźle, bo ma dobrego psychologa, zgrany zespół i sensowne procedury. Inna funkcjonuje znacznie gorzej, bo brakuje ludzi, czasu i narzędzi. Raport trafnie pokazuje, że jakość wsparcia jest w Polsce mocno uzależniona od lokalnych warunków, a nie od równych standardów obowiązujących wszędzie.
Brakuje specjalistów, więc szkoły patrzą w stronę technologii
Z badania wynika, że najpilniejszą potrzebą pozostaje większa dostępność specjalistów: psychologów, pedagogów, logopedów i terapeutów. I trudno się temu dziwić, bo nawet najlepszy nauczyciel nie zastąpi całego zespołu wsparcia. Ministerstwo Edukacji faktycznie w ostatnich latach próbowało wzmacniać ten obszar, a w marcu 2026 roku podpisało też nowe rozporządzenie dotyczące orzeczeń i opinii wydawanych przez publiczne poradnie psychologiczno-pedagogiczne. Sam resort podkreśla, że celem zmian ma być poprawa organizacji i jakości usług oraz lepsze wykorzystanie zasobów kadrowych.
W praktyce problem nie znika jednak od samej zmiany przepisów. Dlatego raport mocno akcentuje rolę narzędzi cyfrowych i technologii wspierających terapię oraz edukację. Chodzi między innymi o platformy edukacyjne, gotowe zasoby do pracy z uczniami czy rozwiązania wykorzystujące VR. To nie brzmi już jak futurystyczny dodatek, lecz jak próba łatania systemu, który nie ma wystarczającej liczby ludzi do pracy z dziećmi o zróżnicowanych potrzebach.
W ten obraz wpisuje się też rządowy program „Cyfrowy Uczeń” na lata 2025–2029. Jego celem jest wspieranie organów prowadzących szkoły i placówki w rozwijaniu kompetencji cyfrowych dzieci i młodzieży. Rozwiązania takie jak Wirtualna Rzeczywistość np. Empiriusz VR czy platforma eduSensus stanowią dziś niezbędne wsparcie w pracy z uczniami m.in. ze spektrum autyzmu, ADHD czy dysleksją Problem polega na tym, że sam sprzęt i oprogramowanie nie załatwią wszystkiego. Mogą pomóc, ale nie zastąpią specjalistów, których szkoły nadal desperacko potrzebują.
Raport pokazuje coś jeszcze: szkoła potrzebuje systemu, nie akcji ratunkowych
Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że „Trendbook 2026” nie opisuje wyłącznie kryzysu. Pokazuje też dobre praktyki i przykłady nauczycieli oraz placówek, które próbują działać mądrzej i skuteczniej. To ważne, bo w debacie o edukacji łatwo popaść w dwa skrajne tony: albo w urzędowy optymizm, albo w katastrofizm. Tymczasem prawda wygląda inaczej. Są szkoły, które robią świetną robotę, ale system jako całość nadal jest nierówny, przeciążony i zbyt często reaktywny.
I właśnie to wydaje się najważniejszym wnioskiem z nowego raportu. Polska szkoła nie potrzebuje już kolejnych okrągłych haseł o „nowoczesnej edukacji”, tylko trwałych rozwiązań, które odciążą nauczycieli i dadzą uczniom realne wsparcie niezależnie od kodu pocztowego. Bo jeśli dziś mówimy o nawet 2 milionach dzieci wymagających pomocy, to nie jest to już temat poboczny. To jeden z najpoważniejszych problemów całego systemu edukacji.
Źródło: raport „Trendbook 2026. Nowe technologie w edukacji i terapii” Nowa Era, men.gov