Nostalgiczny powrót Commodore 64C. Znów możesz kupić legendarny komputer

Paweł BliźniukSkomentuj
Nostalgiczny powrót Commodore 64C. Znów możesz kupić legendarny komputer

Nostalgia w branży technologicznej to gotowy przepis na wyciąganie pieniędzy z portfeli retro-maniaków. Reaktywowana marka Commodore oficjalnie wystartowała z wysyłką modelu 64C Ultimate do klientów, którzy zdecydowali się na zakup w przedsprzedaży. Ten komputer przywraca do życia ikoniczną konstrukcję i bazuje na układzie FPGA, który odwzorowuje stare podzespoły jeden do jednego.



Legenda powraca w oryginalnej obudowie. Commodore 64C trafia do klientów

Oryginalny Commodore 64 debiutował na rynku w 1982 roku w dobrze znanej, pękatej obudowie typu „breadbin”. Cztery lata później producent postanowił jednak odświeżyć wizerunek i przeniósł podzespoły do płaskiej, klinowej konstrukcji, ściągniętej żywcem z modelu Commodore 128.

Tak narodziła się wersja 64C, która przetrwała na półkach sklepowych aż do ostatecznego bankructwa i zamknięcia firmy w 1994 roku. Dzisiejsza reaktywacja nie jest jednak tanim kawałkiem chińskiego plastiku. Obudowy nowego komputera są odlewane dokładnie z tych samych, oryginalnych matryc wtryskowych z lat 80., których dawniej używano w fabrykach w Japonii oraz USA. Formy te odnaleziono na aukcji w 2014 roku, po drodze przetrwały pożar zakładu, trafiły w ręce niemieckiej firmy Individual Computers, aż w końcu odkupiło je odnowione Commodore.



Użycie historycznych matryc niesie ze sobą genialny detal. Nowe obudowy posiadają ten sam dwupunktowy wzór przepływu tworzywa z 1986 roku, powodujący nierównomierne chłodzenie plastiku i pozostawiający charakterystyczne, półkoliste ślady.

Współczesne wnętrze i TURBO

Pod maską nie znajdziecie jednak starych układów scalonych, które padną po dwóch godzinach pracy. Zamiast tego władowano tam układ FPGA AMD Artix-7, który odtwarza zachowanie oryginalnego sprzętu cykl w cykl. Mamy tu 99,9% kompatybilności ze starym oprogramowaniem i sprzętem. Bez problemu podłączycie stare monitory, drukarki, stacje dysków, joysticki czy znalezione w piwnicy kartridże.

Oczywiście są też nowości. Dostaniecie współczesne wyjście HDMI, złącza USB, moduł Wi-Fi oraz 128 MB pamięci DDR2 RAM. Mało tego – funkcja Turbo Boost pozwala podkręcić procek aż 64-krotnie w porównaniu z tym, co oferował poczciwy staruszek. Producent zadbał też o najnowsze oprogramowanie układowe, które obsługuje zwykłą myszkę USB. To ogromne ułatwienie podczas zabawy w dołączonym pakiecie GEOS. Zawiera on edytor tekstu, arkusz kalkulacyjny oraz program graficzny, który w 1986 roku był domyślnie dodawany do zestawu.

Wisienką na torcie jest usługa CommoServe File Search. Wbudowane narzędzie łączy się bezpośrednio z sieciowym repozytorium tysięcy gier, demówek i muzyki retro. Ściągacie wszystko od razu na sprzęt, bez męczarni z zewnętrznymi przeglądarkami na PC.

Ceny? Podstawowy wariant BASIC Beige kosztuje ok. 1 200 PLN i stanowi klasyczną replikę oryginału. Starlight Edition za niecałe 1400 PLN otrzymała półprzezroczystą obudowę z diodami LED, które reagują na wydarzenia w uruchomionej grze. Natomiast najdroższa jest edycja kolekcjonerska Founder’s Edition, wyceniona na ~2 000 PLN. Wyróżnia się lekko przezroczystą białą obudową, złotymi nasadkami klawiszy oraz emblematami powlekanymi 24-karatowym złotem.

Źródło: Commodore, TechSpot / Zdj. otwierające: Commodore

Paweł BliźniukLinuksiarz, który lubi grzebać w sprzęcie i pisać o szeroko pojętej technologii. Uwielbia wszystko, co zawiera płytki PCB. Wielbiciel retro‑konsolek i ThinkPad'ów. Uzależniony od muzyki i gier roguelike. Wolne chwile poświęca na bieganie. Artykuły zaczął pisać jeszcze przed erą AI.