Projekt VibeKeys udowadnia, że ciekawe pomysły na sprzęt wciąż rodzą się z luźnych dyskusji w mediach społecznościowych. Na początku 2026 roku użytkownik o nicku @shiri_shh opublikował na Twitterze pomysł na fizyczny interfejs dla tak zwanych vibe coderów, czyli programistów zlecających pisanie kodu sztucznej inteligencji. Temat podchwycili użytkownicy Reddita, którzy zadeklarowali chęć zakupu dedykowanego urządzenia zastępującego wpisywanie komend tekstowych z ukośnikiem i skakanie między oknami edytora a terminalem. W ten sposób powstała seria trzech miniaturowych kontrolerów mechanicznych.
Trzy progi wejścia do świata leniwego kodowania. Wersja „Pro” to tak naprawdę standard
Podstawowy wariant to VibeKeys Pro za 29 dolarów (ok. 105 PLN). Prosta, przewodowa konstrukcja wyposażona w sześć programowalnych klawiszy oraz jedno pokrętło obrotowe. Sprzęt łączy się z komputerem przez kabel USB-C, co gwarantuje brak opóźnień i eliminuje potrzebę ładowania baterii, ale ogranicza kompatybilność do systemów macOS oraz Windows. Nakładki na klawisze wykonano z trwałego tworzywa PBT z laserowo grawerowanymi oznaczeniami. Natomiast pod nakładkami siedzą klikające przełączniki mechaniczne.

Jeśli jednak nie chcecie dodatkowego kabla na biurku – dopłata do VibeKeys Plus wynosi 20 dolarów. Za kwotę 49 USD (~180 PLN) otrzymujemy dokładnie ten sam układ sześciu przycisków i pokrętła, ale wzbogacony o moduły Bluetooth oraz Wi-Fi. Producent wsadził tu baterię, która pozwala na 15 dni pracy na jednym ładowaniu. Najważniejszą zmianą w modelu Plus, oprócz braku ogona, jest oficjalne wsparcie dla Linuxa.

Dla największych gadżeciarzy przygotowano VibeKeys Max, który do 1 czerwca kosztuje w promocji 69 USD (ok. 250 PLN), a potem zdrożeje do regularnych 99 USD (~358 PLN). Tutaj producent zaszalał z personalizacją, ponieważ obudowa jest drukowana w 3D na indywidualne zamówienie. Kupujący wybiera kolor i może zażądać dodania własnego tekstu lub motta na obudowie.
Wersję Max wzbogacono o mały ekran statusowy OLED wyświetlający postępy narzędzia Claude Code lub status budowania projektu. Znajdziemy tu również wbudowany mikrofon do komend głosowych, łączność Bluetooth 5.0, Wi-Fi oraz USB-C. Całością zarządza w pełni otwarte oprogramowanie z aktualizacjami bezprzewodowymi OTA.

Zamiast klepania skrótów wystarczy jedno kliknięcie
Cała filozofia tego sprzętu opiera się na integracji z najpopularniejszymi narzędziami takimi jak Claude Code, Cursor, Copilot, Codex, Gemini CLI oraz OpenCode.
Zamiast gimnastykować palce na standardowej klawiaturze, dedykowane przyciski VibeKeys przypisujemy bezpośrednio do konkretnych akcji asystenta AI. Jeden klawisz odpowiada za akceptowanie wygenerowanego kodu, drugi za jego odrzucenie, a kolejny za ponowienie próby. Znalazło się też miejsce dla przycisku wywołującego statystyki użycia, wejście głosowe oraz tryb YOLO, w którym prawdopodobnie omijacie weryfikację kodu.
Obrotowe pokrętło służy do precyzyjnej nawigacji. Za jego pomocą można przewijać linie kodu, poruszać się po plikach lub przeglądać listę alternatywnych sugestii podrzucanych przez AI. Kliknięcie gałki działa jak ostateczne potwierdzenie wyboru. W najwyższym modelu Max przycisk mikrofonu współpracuje z zewnętrznymi narzędziami głosowymi pokroju Typeless lub Wispr Flow. Co ciekawe, wspomniana wersja oferuje specjalny tryb zdalny działający w oparciu o serwer vibetty. Ta opcja pozwala sterować kodowaniem głosowym nawet wtedy, gdy stoicie na drugim końcu pokoju.
Projekt cały czas ewoluuje w oparciu o sugestie programistów z Reddita. Na pochwałę zasługuje logistyka, bo niezależnie od wybranego modelu, producent dorzuca darmową wysyłkę na cały świat.
Źródło: VibeKeys.dev / Zdj. otwierające: VibeKeys