Pod amerykańską ziemię trafiła specjalna kapsuła czasu, która zostanie odkopana dopiero w 2276 roku. Jedną z pamiątek umieszczonych wewnątrz stalowej konstrukcji jest pomarańczowy iPhone 17 Pro Max. Jak twierdzą eksperci, za 250 lat urządzenie będzie całkowicie bezużytecznym odpadem elektronicznym.
Czy iPhone w kapsule czasu ma jakiegokolwiek szanse na przetrwanie?
Wszystko to w ramach ambitnego projektu America250, gdzie swój udział mieli przedstawiciele wszystkich stanów i wybrani partnerzy. Cel przedsięwzięcia jest iście szlachetny: pokazanie przyszłym pokoleniom, jak wyglądało życie w naszych czasach. Nie zabrakło listów, monet czy technologicznych zdobyczy.
Wspomniany smartfon Apple pod ziemią ma nawet zapisane „cyfrowe artefakty” w aplikacji Notatki, by ludzie z przyszłości mogli dowiedzieć się nieco więcej na temat obecnego stanu rzeczy. Eksperci ostrzegają jednak, że za 250 lat urządzenie nie zostanie nawet uruchomione, a główną przyczyną jest bateria litowo-jonowa.

Degraduje się ona wraz z upływem czasu, chemiczne komponenty wewnątrz akumulatora zrobią swoje. Do tego dochodzi nikła szansa, że za 250 lat serwery Apple nadal będą działać. Zwrócona została też uwaga na postęp: zapewne w przyszłości ludzkość nie będzie już pamiętała o USB-C czy obecnych standardach w zakresie energii czy napięcia.
Samo zakopywanie elektroniki w ziemi także nie jest najlepszym pomysłem. Wilgoć okaże się bezlitosna dla smartfona, choć oczywiście urządzenie nadal będzie miało wartość symboliczną i kulturową. Trudno nie wspomnieć tutaj o kultowej kapsule Steve’a Jobsa, która w 2013 roku została odkopana po ponad 30 latach. Umieszczona tam myszka zamieniła się w odpad, lecz można ją obejrzeć w muzeum.
Nie możemy przewidzieć jak będzie wyglądać świat i technologia za 250 lat. Może nie zmieni się zbyt wiele, może dzisiejsze smartfony zostaną uznane za coś absurdalnie przestarzałego.
Źródło tekstu: America250, Forbes / Zdjęcie otwierające: unsplash.com (@jamesamolnar)