Apple podjęło decyzję o redukcji zamówień na podzespoły do swoich najnowszych flagowców, iPhone’a 18 Pro oraz iPhone’a 18 Pro Max. Z informacji dostarczonych przez serwis Nikkei Asia wynika, że październikowe cięcia sięgają od 15 do nawet 20% względem pierwotnych planów. Za tą nagłą korektą stoi gwałtowny wzrost kosztów układów pamięci. Wymusił on bowiem wyższe ceny w sklepach i wywołał tym samym zauważalny spadek sprzedaży.
Zmiana strategii czy początek kryzysu? Apple tnie produkcję iPhone’a 18 Pro
Analitycy zwracają uwagę na fakt, że mniejsze zamówienia na nowe komponenty nie wynikają wyłącznie z dość chłodnego przyjęcia smartfonów przez rynek. Znaczący wpływ na sytuację ma również specyficzny harmonogram tegorocznych debiutów. Amerykański producent zdecydował się na podział premiery i pokazanie we wrześniu wyłącznie najdroższych modeli z linii Pro oraz innowacyjnego, składanego wariantu Duo. Tańsze wersje (podstawowy iPhone 18 oraz kompaktowy iPhone Air) trafią do sprzedaży dopiero wiosną.
Wysokie ceny stają się jednak poważną barierą nawet dla najbardziej lojalnych klientów marki. W kuluarach mówi się, że firma już od września mocno hamuje z wielkością wysyłek, bo zainteresowanie flagowcami w tej części roku jest wyraźnie niższe niż w poprzednich latach. Apple nie ma więc powodów do zadowolenia.

Co decyzja producenta oznacza dla polskich konsumentów?
Dla osób planujących zakup najnowszego sprzętu od Apple sytuacja przynosi dwa skutki. Z jednej strony mniejsze zapotrzebowanie sprawia, że w sklepach i u autoryzowanych dystrybutorów nie zabraknie smartfonów. Ponadto czas oczekiwania na dostawę nie jest zbyt długi, a tak bywało w poprzednich latach. Urządzenia są dzisiaj dostępne w zasadzie od ręki.
Z drugiej strony nie należy oczekiwać szybkich promocji ani drastycznych obniżek cen. Koszty produkcji kości pamięci pozostają na rekordowo wysokim poziomie, ale gigant z Cupertino woli zmniejszyć wolumen produkcyjny zamiast zrezygnować ze swoich wysokich marż. Konsumenci liczący na spadek cen w najbliższych miesiącach mogą się tym samym mocno rozczarować.
Źródło tekstu: Reuters, Nikkei Asia / Zdjęcie otwierające: unsplash (@onurbinay)