Pracownicy Toyoty uczą maszyny własnych ruchów. Japończycy mają w tym konkretny cel

Piotr SojskiSkomentuj
Pracownicy Toyoty uczą maszyny własnych ruchów. Japończycy mają w tym konkretny cel

Na liniach montażowych Toyoty pracownicy wykonują codzienne obowiązki w dość nietypowym rynsztunku. Zakładają na dłonie specjalne konstrukcje odwzorowujące chwytaki maszyn, a każdy ich ruch jest precyzyjnie rejestrowany. To nie eksperyment na marginesie działalności, lecz początek potężnej transformacji. Japoński gigant przygotowuje się do wdrożenia w swoim łańcuchu produkcyjnym aż 400 tysięcy robotów. 



Skala finansowa przedsięwzięcia robi wrażenie. Jak ujawnił serwis Nikkei Asia, począwszy od 2028 roku koncern zamierza przeznaczać na unowocześnienie linii około 1 bln jenów rocznie, czyli równowartość 6,42 mld dolarów (24,4 mld zł). Zmiany obejmą 60 fabryk na całym świecie, w tym 11 obiektów zlokalizowanych w Stanach Zjednoczonych. Pula urządzeń została już podzielona: 150 tysięcy jednostek trafi bezpośrednio do zakładów Toyoty oraz spółek grupy. Z kolei większa część – 250 tysięcy sztuk – zasili fabryki zewnętrznych dostawców surowców i podzespołów. 

Mobilny uczeń z dwiema rękami

Wśród wdrażanych rozwiązań wyróżnia się ELEY, czyli skrót od Embodied Learning robot for Enhanced Yield. Urządzenie waży 50 kilogramów i zostało zaprojektowane z myślą o elastyczności. Konstruktorzy zrezygnowali z nóg na rzecz platformy kołowej, która ma ułatwić sprawne i autonomiczne manewrowanie między stanowiskami. Ruchomy korpus pozwala maszynie regulować własną wysokość, dzięki czemu bez problemu ma ona dosięgać detali leżących bezpośrednio na posadzce, jak i tych odłożonych na wyższe półki. 



Za sterowanie ramionami wyposażonymi w dwupalczaste chwytaki odpowiada tzw. duży model zachowania (LBM – Large Behavior Model). To powoduje, że ELEY nie uczy się wyłącznie z suchych linijek kodu, lecz przyswaja zadania przez bezpośrednią obserwację ludzi. Załoga fabryk pomaga mu w tym, nosząc specjalne nakładki na dłonie. Pierwsze efekty takiej współpracy możemy zaobserwować na poniższym wideo. 

Wiadomość o tak szerokiej robotyzacji natychmiast wywołała pytania o przyszłość personelu. W 60 zakładach Toyoty pracuje obecnie 18 tysięcy doświadczonych pracowników, a związki zawodowe w sektorze motoryzacyjnym otwarcie ostrzegają przed widmem zwolnień i presją na obniżanie wynagrodzeń. Przedstawiciele firmy zapewniają jednak, że mają inny zamysł. Wiceprezes wykonawczy Toyoty, Hiroki Nakajima, podkreślił wprost, że celem jest budowa środowiska, w którym roboty koegzystują z ludźmi, a nie ich wypierają. 

Archiwum ludzkich umiejętności

Założenie Japończyków opiera się na przekazywaniu i gromadzeniu wiedzy. Przeszkolony robot ma działać niczym trwały magazyn doświadczenia produkcyjnego, który w kolejnym kroku pomoże uczyć nowych członków załogi. To próba odpowiedzi na dwa narastające problemy: postępujące się starzenie się kadr oraz brak rąk do pracy. 

Jak możemy przypuszczać, droga do pełnego sukcesu nie będzie jednak prosta. Przed inżynierami stoi szereg przeszkód technicznych. Zapewnienie bezawaryjności w trakcie długich godzin ciągłej pracy, precyzyjna powtarzalność każdego gestu oraz stworzenie potężnej infrastruktury danych. Dochodzą do tego rygorystyczne normy bezpieczeństwa przy bezpośrednim kontakcie z personelem. Jest też niepewność, czy eksploatacja humanoidów okaże się realnie tańsza od tradycyjnej pracy rąk ludzi? 

Nie „czy”, ale „kiedy”?

Sama automatyzacja w motoryzacji to dziś globalne pole rywalizacji. Z danych International Federation of Robotics wynika, że w 2024 roku liderem wdrożeń robotów przemysłowych były Chiny z wynikiem niemal 295 tysięcy nowych urządzeń. Druga była Japonia (44,5 tysiąca), a kolejne miejsca zajęły USA (34,2 tysiąca) oraz Korea Południowa (30,6 tysiąca). W humanoidy inwestują już tacy chińscy gracze, jak Xpeng i Nio. Z kolei Hyundai zamierza od 2028 roku wdrożyć w swoich fabrykach i zakładach do 30 tysięcy robotów Atlas od Boston Dynamics. 

Jeszcze niedawno widok humanoidalnych robotów pracujących ramię w ramię z ludźmi przy liniach montażowych traktowano jak scenariusz science fiction. Dziś, gdy globalne koncerny z lepszym lub gorszym skutkiem próbują włączać je do stałych procesów produkcyjnych obok klasycznych ramion robotycznych, granica możliwości przesuwa się na naszych oczach. Dla współczesnego przemysłu nie jest to już teoretyczna debata o ograniczeniach technologii, lecz bezkompromisowy wyścig z czasem, w którym pytanie o zastąpienie pracy człowieka ustępuje jednemu: jak szybko ta zmiana stanie się powszechną rzeczywistością?

Źródło: Nikkei Asia via Ars Technica, Toyota / Zdj. otwierające: unsplash.com (@katjaano)

Piotr SojskiPołączenie pasji do nowych technologii i pisania to dla niego naturalny kierunek. Pamięta czasy, kiedy posiadanie telefonu komórkowego było luksusem. Obecnie skupia się na ekosystemie Apple.