Epic Games chciało utrzeć nosa Valve i pochwaliło się nową, odchudzoną wersją swojego sklepu. Odpowiedź twórców Steama była błyskawiczna. Wystarczyła jedna cicha aktualizacja, by klient Valve znowu wyprzedził konkurencję. Cała wojna o sekundy rozegrała się w niecałe 24 godziny.
Branżowe przepychanki. Epic sam zaczął
Wszystko zaczęło się od wpisu Epic Games na platformie X. Twórcy Fortnite poinformowali tam o testowej wersji swojego launchera. Twierdzili, że tak go dopracowali i zoptymalizowali (używając modnego określenia „vibe coding”), że sklep konkurencji nie ma z nim szans. Żeby nie być gołosłownym, wrzucili wyniki testów przygotowane przez zewnętrzną firmę Keywords Studios.

Wynikało z nich, że odnowiony Epic Games Launcher odpala się w 5,47 sekundy, podczas gdy Steam potrzebował na to ponad 10 sekund. Według wyliczeń marketingu Epica ich nowa aplikacja stała się niemal dwukrotnie szybsza od propozycji Valve. Wypinanie piersi po medal trwało jednak krótko.
Jeszcze tego samego dnia wydali aktualizację klienta Steam. W spisie zmian dorzucili tylko jedno niepozorne zdanie: „Poprawiono wydajność uruchamiania klienta Steam”.
Gracze od razu wzięli sprawy w swoje ręce i zaczęli mierzyć czas ze stoperem w dłoni. Jeden z użytkowników serwisu X wrzucił nagranie, na którym widać, że po pobraniu poprawki Steam wczytuje całą bibliotekę w zaledwie 5,23 sekundy. Valve zredukowało czas startu o prawie pięć sekund i jednym pociągnięciem pędzla przebiło czas zaprezentowany przez konkurencję.
Próby wciśnięcia wyższego biegu pokazały też różnice w samej architekturze obu aplikacji. Testy przeprowadzone przez redakcję serwisu PC Gamer przypomniały o czysto użytkowych aspektach. Steam po wybraniu opcji wyjścia faktycznie zamyka swoje procesy, podczas gdy Epic Games Launcher ma tendencję do pozostawania w tle i niechętnego zamykania się w Menedżerze Zadań.
Szybkość to tylko detal. Steam zdobył wielbicieli czymś innym
Przy okazji tej małej przepychanki Valve przemyciło w aktualizacji parę przydatnych drobiazgów. Program przestanie Cię wkurzać wyciąganiem okna na sam wierzch, jeśli w trakcie jego ładowania przełączysz się na przeglądarkę albo inną aplikację. Do tego doszedł odświeżony wizualnie tryb wyświetlania biblioteki o nazwie Big Art Mode, osobisty kalendarz ułatwiający śledzenie nadchodzących premier w zakładce z polecanymi grami oraz klasyczny, kultowy wygaszacz z odbijającym się logo dla trybu Big Picture.
Choć wyścig na sekundy wygląda widowiskowo w nagłówkach wiadomości, dla samych graczy ma znaczenie drugorzędne. Ostatecznie o wyborze domyślnej platformy nie decyduje to, czy program wczytuje się przez pięć, czy dziesięć sekund. Valve od lat buduje swoją pozycję nie czasem startu launchera, lecz całą infrastrukturą: dopracowanym Warsztatem Steam, wsparciem dla Linuksa i Steam Decka, forami społecznościowymi czy stabilnymi narzędziami sieciowymi.
Źródło: VideoCardz, PC Gamer / Zdj. otwierające: Unsplash (@mevrouwhatseflats), Epig Games, Valve