Sony rozsyła e-maile z aktualizacją regulaminu i bez ogródek przypomina o przykrej prawdzie. Kupując cyfrówkę na PlayStation, dostajesz tylko odwoływalną licencję, a nie grę na własność. Japoński gigant palnął to w najgorszym możliwym momencie. Właśnie wtedy, gdy w sieci wre od informacji o uśmierceniu fizycznych płyt.
Kupujesz gry w PlayStation Store? Tak naprawdę tylko je wynajmujesz
Kupujesz w cyfrowym sklepie grę za 350 złotych. Klikasz „pobierz”, gra ląduje na dysku i zakładasz, że jest Twoja na zawsze. Właśnie o tym błądzie postanowiło przypomnieć Sony w najnowszym e-mailu z aktualizacją regulaminu.
W punkcie 1.4 Umowy Licencyjnej czytamy czarno na białym: oprogramowanie jest licencjonowane, a nie sprzedawane. Kupujesz tylko niewyłączną, osobistą przepustkę na uruchomienie danego tytułu na własnym sprzęcie. Wystarczy jednak spojrzeć do punktu 4.2, żeby zorientować się, jak krucha jest to umowa.

Japończycy zastrzegają sobie prawo do zablokowania Ci dostępu do wirtualnej zawartości w każdej chwili. Ban na konto? Tracisz wszystko. Wygaśnięcie licencji wydawcy na piosenki czy samochody? Gra może zniknąć z Twojego dysku bez możliwości odwołania. Dostajesz więc produkt bez żadnej gwarancji trwałości, a wydanej kasy nikt Ci nie zwróci.
Timing tego komunikatu wypadł absolutnie fatalnie, bo zbiegł się w czasie z uderzeniem w rynek fizyczny. Sony ogłosiło potężny zwrot akcji. Od stycznia 2028 roku firma całkowicie przestaje produkować gry na płytach. Ostrzeżenia o przejściu na pełną cyfrę już teraz trafiają w formie naklejek na nowe pudełka z konsolami PS5.
Co więcej, w austriackiej fabryce Sony – dotychczasowym sercu produkcji nośników dla Europy – trwa wielka przebudowa. Maszyny do tłoczenia płyt są demontowane, a na ich miejsce wjeżdża sprzęt do produkcji mikrosoczewek optycznych. Odwrotu już nie ma. Nadchodzące Grand Theft Auto 6 ma być pierwszym symbolem nowej ery. Pudełka w sklepach owszem się pojawią, ale w środku znajdziemy jedynie świstek papieru z kodem aktywacyjnym.

Piracki bunt w sieci
Gracze nie zamierzają przełknąć tej pigułki bez walki. Właśnie wystartował protest pod hasłem „PlayStation blackout”. Plan jest prosty: wyłączyć konsolę lub wylogować się z PSN i nie zostawiać ani złotówki w cyfrowym sklepie.
W sieci wrze, a na forach najczęściej cytowane jest słynne zdanie: „jeśli zakup nie oznacza posiadania, to piractwo nie oznacza kradzieży”. Użytkownicy przypominają słowa Gabe’a Newella o tym, że nielegalne pobieranie to nie problem ceny, a jakości usług. Gdy sklep w każdej chwili może odebrać Ci to, za co zapłaciłeś, kupowanie czegokolwiek przestaje mieć sens.
Zobaczmy, czy Japończycy ugną się pod naciskiem społeczności, czy po prostu przetrzymają burzę. Jedno jest pewne – era, w której gra z półki była naprawdę Twoja, właśnie przechodzi do historii.
Źródło: Polygon, Notebookcheck / Zdj. otwierające: Pexels (@bertellifotografia)