Gracze nie chcą jego gry. Zirytowany deweloper obwinia platformę Steam

Paweł BliźniukSkomentuj
Gracze nie chcą jego gry. Zirytowany deweloper obwinia platformę Steam

Twórca pewnej niezależnej gry rzucił rękawicę Valve, domagając się rewizji polityki zwrotów na Steam. Poszło o ponad 55 tysięcy zwrotów jego ekstremalnie trudnej produkcji, którą można ukończyć w mniej niż dwie godziny. To właśnie ten dwugodzinny limit pozwala graczom odzyskać pieniądze, a deweloper ma tego serdecznie dość.



Firma Gabe’a Newella na razie pozostaje niewzruszona.

Twórca żąda zmian w polityce zwrotów Steam

Cała afera dotyczy tytułu z gatunku, który niektórzy nazywają „rage game”. Paddle Paddle Paddle to kooperacyjna pozycja, zaprojektowana od początku do końca, by testować cierpliwość i wywoływać frustrację. Problem w tym, że jej założenia idealnie wpasowują się w lukę systemu zwrotów na platformie Steam.



Gracze mają 14 dni od zakupu lub dwie godziny spędzone w grze, by odzyskać środki, a ten konkretny tytuł da się przejść właśnie w czasie poniżej tego limitu. Efekt? Ponad 55 tysięcy osób zdecydowało się na zwrot pieniędzy, co stanowi około 21% wszystkich nabywców. Sprzedano co prawda blisko 200 tysięcy kopii, które nie zostały zwrócone, ale dla autora to i tak policzek. Twórca postanowił nie zamiatać sprawy pod dywan i zaczął publicznie „chwalić się” skalą refundacji, licząc na zwrócenie uwagi Valve na problem, który jego zdaniem dotyka krótkie, lecz intensywne produkcje niezależne.

Społeczność studzi emocje twórcy i ma własną diagnozę

Sprawa ma jednak drugie, a może nawet trzecie dno. Kiedy 23-letni deweloper – Mateo Covic – wylał swoje żale, internet, a zwłaszcza użytkownicy serwisu Reddit, szybko przedstawili własną perspektywę. Okazuje się, że wysoki odsetek zwrotów wcale nie musi wynikać z chęci „darmowego” przejścia gry. Wielu komentujących wskazuje na fundamentalne kłopoty techniczne tytułu, a konkretnie na dotkliwe problemy z desynchronizacją w trybie współpracy.

W produkcji, której sednem jest idealna koordynacja z drugim graczem, lagi i „rozjeżdżanie się” sesji to gwóźdź do trumny. Polityka zwrotów w tym przypadku zadziałała więc dokładnie tak, jak powinna – pozwoliła użytkownikom oddać wadliwy produkt. Inni argumentują, że gra jest po prostu zbyt trudna i irytująca, a zwrot jest naturalną reakcją na frustrację, a nie nadużyciem systemu.

A może to po prostu tylko marketing?

W dyskusji pojawia się też wątek nieco cyniczny, ale dosyć prawdopodobny. Część społeczności uważa, że całe to publiczne narzekanie na serwis Steam jest w rzeczywistości starannie zaplanowaną akcją marketingową. Twórca mógł celowo stworzyć grę-pułapkę – być może chciał wywołać kontrowersje i w ten sposób zapewnić sobie darmową reklamę.

Wskaźnik zwrotów na poziomie 20% w przypadku tak niszowych i trudnych gier nie jest niczym nadzwyczajnym, a głośne domaganie się zmiany regulaminu od giganta pokroju Valve gwarantuje rozgłos. Niezależnie od intencji, cała sytuacja z pewnością sprowokowała ważną debatę na temat przyszłości krótkich gier indie na Steamie. Inni twórcy, widząc ten przykład powinni dwa razy zastanowić się nad strategią cenową i modelem dystrybucji swoich niewielkich, ale wymagających dzieł.

Źródło: Reddit, GamesRadar, Kotaku / Zdj. otwierające: Steam (Assemble Entertainment)

Paweł BliźniukLinuksiarz, który lubi grzebać w sprzęcie i pisać o szeroko pojętej technologii. Uwielbia wszystko, co zawiera płytki PCB. Wielbiciel retro‑konsolek i ThinkPad'ów. Uzależniony od muzyki i gier roguelike. Wolne chwile poświęca na bieganie. Artykuły zaczął pisać jeszcze przed erą AI.