DOOM został uruchomiony na dosłownie wszystkim. Użytkownicy jednak regularnie starają się podnieść poprzeczkę. Tym razem zrobiono to poprzez włączenie kultowego FPS-a wewnątrz programu Microsoft Paint.
Jak to w ogóle możliwe, że DOOM zaczął działać wewnątrz edytora graficznego?
DoomPaint to ambitny projekt, który nie polega oczywiście na modyfikacji kultowego programu tak, by zyskał magiczną moc uruchamiania gier. Paint nie jest bowiem w stanie samodzielnie obsłużyć kodów gry, trzeba mu pomóc. Tutaj na scenę wchodzi platforma ViZDoom bazująca na ZDoom, narzędziu używanym do badań nad sztuczną inteligencją.
Jej zadaniem jest renderowanie obrazu i ładowanie oryginalnego pliku shareware, a także pozostałych map pochodzących z darmowych zasobów Freedoom. Jak informuje twórca (Mark Russinovich), każda wyrenderowana klatka gry trafia do schowka Windows jako mapa bitowa, by natychmiast zostać wklejona na płótno Painta w formie autentycznej edycji dokumentu. Dalej mamy do czynienia z mechanizmem przechwytującym klawisze.

Zabrzmi to absurdalnie, ale gra potrafi osiągnąć nawet do 35 klatek na sekundę w natywnej rozdzielczości 320 x 200. Klatki nie nakładają się na siebie przy ciągłym wklejaniu za sprawą zastosowania pojedynczego obiektu danych OLE. Nadal jednak mamy do czynienia z pojedynczymi klatkami traktowanymi przez Painta jako zwykła edycja obrazu.
Możemy zatem dokonywać absurdalnych czynności pokroju… cofania się w czasie. Wystarczy nacisnąć skrót Ctrl+Z, by wrócić do poprzednich etapów. Co ciekawe, udało się nawet zadbać o oryginalną muzykę z pierwszego epizodu oraz pełne efekty dźwiękowe. Jeśli jesteście ciekawi, DoomPaint czeka na Was na portalu GitHub całkowicie bezpłatnie.
Źródło tekstu: TechSpot, Mark Russinovich / Zdjęcie otwierające: id Software