Przez lata uBlock Origin skutecznie oczyszczał Facebooka z reklam. Teraz twórcy rozszerzenia przyznali, że nie będą już utrzymywać filtrów dla serwisu Meta. Powód? Mechanizmy platformy obchodzą kolejne mozolnie tworzone zabezpieczenia w ciągu kilku godzin.
Dla użytkowników oznacza to powrót materiałów sponsorowanych do aktualności. Nie jest to jednak koniec działania uBlock Origin ani możliwości stosowania innych reguł. Projekt wycofuje się tylko z jednego, wyjątkowo trudnego frontu.
Ostatnia galijska wioska właśnie skapitulowała
uBlock Origin można było porównać do ostatniej galijskiej wioski, która długo odpierała legiony reklamowego imperium – Facebooka. Zabrakło jednak magicznego napoju, a właściwie czasu i rąk do pracy. Jak wyjaśnili współtwórcy projektu, platforma obserwuje publiczne rozwiązania otwartoźródłowe, a potem modyfikuje serwis tak, by filtry przestawały działać.
To klasyczny wyścig zbrojeń. Reguła ukrywająca reklamę trafia do listy filtrów, po czym Facebook zmienia sposób oznaczania lub budowę elementów strony. Społeczność musi rozpocząć analizę od nowa, a poprawka niekiedy traci skuteczność już po kilku godzinach.
Dwóch ochotników kontra technologiczny gigant
Najciekawsza w tej sprawie jest różnica między zasobami obu stron. uBlock Origin pozostaje projektem społecznościowym, a za kluczowe listy filtrów odpowiada obecnie – według przedstawiciela zespołu – dwóch głównych współtwórców. Po drugiej stronie stoi z kolei jedna z największych firm technologicznych świata.
Obsługa Facebooka pochłaniała zbyt dużo czasu, który można przeznaczyć na inne witryny. Zespół podkreśla, że w ponad dziesięcioletniej historii projektu jest to dopiero drugi przypadek porzucenia obsługi serwisu. Wcześniej podobny los spotkał Twitcha, podczas gdy walka z zabezpieczeniami YouTube’a nadal trwa z uwagi na większe zainteresowanie użytkowników.

Co teraz mogą zrobić użytkownicy Facebooka?
Decyzja nie oznacza, że uBlock Origin całkiem przestanie działać na Facebooku. Rozszerzenie nie będzie otrzymywało oficjalnie utrzymywanych reguł do zwalczania tamtejszych reklam. Nadal można jednak próbować korzystać z własnych filtrów lub list innych społeczności, na przykład związanych z AdGuardem, lecz ich skuteczność może się szybko zmieniać.
Twórcy zachęcają zainteresowanych do samodzielnego współtworzenia reguł. Trudno jednak oczekiwać, że ochotnicy na stałe dotrzymają kroku firmie, której model biznesowy opiera się na reklamie. Dla internautów uczulonych na reklamy najskuteczniejszą metodą będzie… ograniczenie korzystania z Facebooka – rozwiązanie radykalne, ale odporne na każdą zmianę kodu.
Sprawa pokazuje coś więcej niż porażkę jednego rozszerzenia. Otwarte projekty rzadko kiedy są w stanie dotrzymać kroku korporacjom – dlatego ważne jest, aby je wspierać – finansowo lub własnymi umiejętnościami. Tym razem reklamowe cesarstwo wygrało bitwę, a użytkownicy muszą przygotować się na powrót sponsorowanych postów.
Źródło: Notebookcheck
Zdjęcie otwierające: Pexels (@tima-miroshnichenko)