Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości poinformowało o złapaniu sprawcy poważnego wycieku danych ze sklepu internetowego Morele.net. Ten przełomowy moment nadszedł osiem naprawdę długich lat po głośnym incydencie. Jak doszło do schwytania hakera i co mu grozi? Przedstawiciele służb zdradzili właśnie kilka istotnych szczegółów.
Morele.net padło ofiarą jednego z najpoważniejszych wycieków danych w historii polskiego internetu
Pierwotnie postępowanie umorzono z uwagi na niewykrycie sprawcy, lecz sytuacja właśnie uległa drastycznej zmianie. Doczekaliśmy się publikacji oświadczenia w sprawie prowadzonego postępowania dotyczącego „przełamania zabezpieczeń teleinformatycznych i pozyskania bazy danych klientów sklepu internetowego Morele.net, które miało miejsce w 2018 roku”. Jak się okazuje, sprawa nigdy nie opuściła obszaru zainteresowania organów ścigania.
Przedstawiciele służb współpracowali z pokrzywdzonym i pomyślnie ustalili przebieg zdarzenia. Udało się również ustalić personalia sprawcy na podstawie pozostawionych przez niego śladów. Dokładnie tak, wytypowano oraz zidentyfikowano osobę odpowiedzialną za popełnienie przestępstwa sprzed prawie ośmiu lat.
Przedstawienie zarzutów nastąpiło 30 stycznia 2026 roku. Wtedy też podejrzany przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i złożył obszerne wyjaśnienia. Teraz wskazana jest cierpliwość, 29-letni obywatel Polski czeka na rozwój wydarzeń oraz usłyszenie ostatecznego wyroku. Służby nie zdradziły jeszcze szczegółów, lecz wiemy o naruszeniu art. 267 § 1 i § 4 Kodeksu karnego.
§ 1. Kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do sieci telekomunikacyjnej lub przełamując albo omijając elektroniczne, magnetyczne, informatyczne lub inne szczególne jej zabezpieczenie,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 4. Tej samej karze podlega, kto informację uzyskaną w sposób określony w § 1-3 ujawnia innej osobie.
Warto przypomnieć, że zakres ujawnionych informacji obejmował m.in. imiona i nazwiska, adresy e-mail, numery telefonów, adresy zamieszkania oraz zaszyfrowane hasła do kont użytkowników. Na szczęście incydentem nie były objęte dane dotyczące płatności.
Źródło tekstu: Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości / Zdjęcie otwierające: YouTube (@-CBZC), Morele.net