Jeden z najpopularniejszych fintechów na świecie – Revolut, padł ofiarą ataku socjotechnicznego. W jego wyniku poufne informacje o części użytkowników trafiły w niepowołane ręce. Przedstawiciele firmy przyznali, że jej pracownicy dali się zmanipulować oszustowi podszywającemu się pod przedstawiciela agencji rządowej. Przestępca wykorzystał do wyłudzenia przejęty adres e-mail zarejestrowany w autentycznej domenie państwowej instytucji, co uśpiło czujność zespołu weryfikacyjnego.
Skan dowodu, historia transakcji i numery IBAN. Co trafiło do oszusta?
Zakres danych przekazanych przez firmę jest wyjątkowo szeroki i dotyczy kluczowych elementów procedury weryfikacyjnej KYC. Przestępca wszedł w posiadanie nie tylko podstawowych informacji, którymi są imiona, nazwiska, daty urodzenia, numery telefonów czy wykonywane zawody, ale również kopii paszportów, praw jazdy oraz zdjęć wykorzystywanych do autoryzacji tożsamości.
Ponadto wyciek danych objął pełne numery IBAN, wyciągi z kont, historię operacji finansowych, w tym transakcji kryptowalutowych, a także numery referencyjne cyfrowych portfeli.
Revolut uspokaja – pieniądze są bezpieczne. Co z poszkodowanymi?
Mimo powagi sytuacji fintech podkreśla, że środki finansowe przechowywane na kontach są w pełni bezpieczne. Istotne jest także to, że przestępca nie włamał się do systemów informatycznych firmy. Revolut zablokował już domeny wykorzystane przez napastnika oraz zgłosił sprawę właściwym regulatorom rynkowym i organom ścigania.
Na szczęście incydent objął stosunkowo niewielki ułamek z ponad 70 milionów klientów marki. Z osobami, których dane wyciekły, przedstawiciele firmy kontaktują się indywidualnie, oferując im bezpośrednie wsparcie techniczne i pomoc w zabezpieczeniu tożsamości.
Źródło tekstu: Bloomberg, Business Insider Polska / Zdjęcie otwierające: Unsplash (@thebeachmuse)