Klimatyzator przenośny bez tajemnic. Nie daj się nabrać na marketingowy bełkot

Paweł BliźniukSkomentuj
Klimatyzator przenośny bez tajemnic. Nie daj się nabrać na marketingowy bełkot

Ponad 40 stopni Celsjusza, a dokładniej 40,5 – tyle pokazały termometry w Słubicach w niedzielę, 28 czerwca. Oficjalne stacje pomiarowe IMGW potwierdziły nowy, absolutny rekord Polski, przypieczętowując fakt, że tegoroczny czerwiec był miesiącem wręcz szokująco gorącym. Mieszkańcy bloków znaleźli się w pułapce, bo rozgrzany beton zamienia pokoje w sauny. Jedynym realnym ratunkiem przed udarem we własnym salonie jest klimatyzacja – a w rzeczywistości bloku mieszkalnego, wielu z nas jedyne, na co może sobie pozwolić, to klimatyzator przenośny.



Klimatyzator przenośny to zupełnie coś innego niż tani klimator. Nie dajcie się oszukać

Kiedy pot zalewa oczy, a spółdzielnia mieszkaniowa tradycyjnie i kategorycznie odmawia zgody na montaż klasycznego splita, człowiek wchodzi do marketu elektronicznego i chce kupić cokolwiek. Sprzedawcy doskonale o tym wiedzą, dlatego na ekspozycjach masowo lądują plastikowe kostki, które obiecują arktyczny mróz za kilkadziesiąt złotych.

To oczywiście bezczelny żart producentów, bo praw fizyki nie oszukacie i takie pudełko nie schłodzi nawet szafki na buty. Jeszcze większą miną są urządzenia opisywane jako klimatory lub klimatyzery. Ludzie kupują je masowo, myśląc, że złapali boga za nogi, a dostają zwykły wentylator z pojemnikiem na wodę. Taki sprzęt obniża temperaturę o jakiś jeden stopień i to wyłącznie przy samym wylocie. Co gorsza, fundujecie sobie w ten sposób drastyczny skok wilgotności powietrza. W pokoju robią się nieznośne tropiki, a na ścianach lada moment wyrośnie obrzydliwy grzyb.



Zwykłe wiatraki też cudów nie zdziałają – one tylko ruszają powietrzem, dając złudne uczucie chłodu, bo szybciej paruje z nas pot. Jeśli chcecie prawdziwego chłodzenia, musicie szukać czegoś z kompresorem, co potrafi obniżyć temperaturę w całym pomieszczeniu o solidne 5 do 10 stopni.

Cyferki w specyfikacji, które decydują o Waszym komforcie

Przejdźmy do konkretów, bo zakup pierwszego lepszego pudła z brzegu skończy się płaczem przy rachunku za prąd. Podstawa to przelicznik 1 kW na każde 10 metrów kwadratowych, więc do typowego pokoju o metrażu 15-20 metrów potrzebujecie minimum 2,6 kW Macie większy salon, powiedzmy 25-35 metrów? Tutaj startujecie od 3,5 kW. Zbyt słaby sprzęt sprawi, że maszyna będzie wyła bez przerwy na pełnych obrotach.

Warto dorzucić 10-20% zapasu, zwłaszcza gdy mieszkacie na poddaszu. Równie istotny okazuje się przepływ powietrza, bo chłód musi jakoś krążyć. Model o potężnej mocy chłodniczej 4 kW, ale ze słabym nadmuchem na poziomie 250 metrów sześciennych na godzinę będzie kompletną porażką, tworząc lodowatą plamę tylko przed samą kratką.

O wiele lepiej sprawdzi się jednostka 3,5 kW, która potrafi przepchnąć 400 metrów sześciennych na godzinę, bo błyskawicznie wyrówna temperaturę w całym pokoju. Niestety, te maszyny potwornie hałasują – sprężarka siedzi w środku obudowy, więc generuje od 50 do 65 dB. To hałas starej zmywarki na sterydach, więc bez stoperów w uszach raczej nie zaśnicie.

Nie unikniecie rury wyrzutowej

Cała ta zabawa ma jeden potężny haczyk, o którym producenci w reklamach dziwnie zapominają wspomnieć. Urządzenie musi gdzieś oddać nagromadzone ciepło, do czego służy wielka, mało estetyczna rura. Brak takiego elementu oznacza, że oglądacie zwykły wiatrak, a nie klimatyzację. Musicie też od razu dokupić specjalny tekstylny rękaw na zamek błyskawiczny. Inaczej gorący podmuch z dworu wróci szparami do środka i cała praca pójdzie na marne.

Dodatkowo rura oddaje część ciepła do pokoju, co generuje spore straty energii. Kolejna kwestia to woda ze skraplacza. W najtańszych modelach bez atomizera zbiornik potrafi zapełnić się po 3-4 godzinach pracy w nocy. Maszyna zacznie głośno pikać i po prostu się wyłączy. Droższe modele z automatycznym odparowywaniem wyrzucają wilgoć jako parę przez rurę i to jest opcja, w którą warto zainwestować dla świętego spokoju.

Niektórzy stosują sprytny montaż zewnętrzny i wystawiają sprzęt na balkon, wpuszczając zimno rurą do środka. Hałas z głowy, ale wtedy musicie kombinować ze sterowaniem przez aplikację i bezwzględnie chronić urządzenie przed deszczem, pyłem oraz słońcem. Na pocieszenie dostaniecie coś extra. Lepsze modele potrafią jesienią i wiosną działać jako pompa ciepła, a filtry HEPA przy okazji oczyszczą powietrze z pyłków.

Źródło: oprac. własne / Zdj. otwierające: Blaupunkt

Paweł BliźniukLinuksiarz, który lubi grzebać w sprzęcie i pisać o szeroko pojętej technologii. Uwielbia wszystko, co zawiera płytki PCB. Wielbiciel retro‑konsolek i ThinkPad'ów. Uzależniony od muzyki i gier roguelike. Wolne chwile poświęca na bieganie. Artykuły zaczął pisać jeszcze przed erą AI.