Niedawno wywiadu serwisowi Bloomerg udzielił Anthony Levandowski, człowiek uważany za jednego z ojców technologii autonomicznych pojazdów. W wywiadzie tym Levandowski wyjawił bardzo ważne szczegóły na temat branży zajmującej się rozwojem tej technologii, szczegóły które sugerują, że może minąć jeszcze wiele, wiele lat, zanim w pełni samojeżdzące pojazdy trafią na drogi.
„Trudno byłoby znaleźć inną branżę, która zainwestowała tak wiele dolarów w badania i rozwój, a która przyniosła tak niewiele.”, czytamy w wywiadzie.
Anthony Levandowski, czyli kto?
Anthony Levandowski jest uznawany za jednego z kluczowych inżynierów, którzy dali początek branży autonomicznych pojazdów. Levandowski był współzałożycielem oddziału Google poświęconego autonomicznej jeździe, powstałego w 2009 roku. Jednak już w 2008 roku pokazał on, że technologia autonomicznej jazdy nie jest mrzonką, dokonując na ulicach San Francisco, wraz z eskortą policji, demonstracji autonomicznego samochodu dostarczającego pizzę.
W ostatnich latach na temat Levandowskiego pojawiły się kontrowersje, albowiem w 2016 roku opuścił Google i zaczął współpracować z Uberem. W 2017 roku Levandowski i Uber zostali pozwani przez Google. Wyszukiwarkowy gigant twierdził bowiem, że Levandowski ukradł tajemnice handlowe, by wykorzystać je w programie Ubera. Potem mężczyźnie zarzuty postawił Departament Sprawiedliwości USA. Ostatecznie Levandowski przyznał się do winy i został skazany na karę więzienia. Do więzienia jednak nie trafił, ponieważ został ułaskawiony przez ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych – Donalda Trumpa.
Technologia, która nie idzie do przodu
Mimo tego, że Levandowski nie ma czystego sumienia, trzeba przyznać mu rację – autonomicznym samochodom póki co daleko do ideału. Mimo ogromnych sum wydanych na rozwój ich technologii w ciągu ostatniej dekady i wsparcia takich osób jak Elon Musk, w Internecie wciąż pojawiają się przerażające nagrania z wypadków samochodów wyposażonych w rozwiązania umożliwiające autonomiczną jazdę.
Jak zauważa Levandowski, wszystko to ma związek z iluzją, jaką tworzą firmy z branży autonomicznych samochodów. Wszelkiego rodzaju demonstracje technologii są opracowywane tak, aby ich odbiorcy zobaczyli tylko to, co producenci chcą, żeby zobaczyli. Podczas prezentacji używa się monitorów, na których widać, co samochody rejestrują z pomocą swoich kamer. Wszystko po to, by pokazać, że pojazd ma pewną świadomość tego, jak wygląda jego otoczenie i co się w nim dzieje.
W trakcie demonstracji w ogóle nie mówi się o największym i długotrwałym problemie technologii autonomicznych pojazdów – problemie skrętu w lewo. W skrócie, autonomiczne pojazdy nie do końca radzą sobie ze skręcaniem w lewo (przy ruchu prawostronnym) w miejscach bez sygnalizacji świetlnej. Bloomberg przypomina w tej kwestii, że we wrześniu Cruise LLC, spółka zależna od General Motors, musiała wycofać aktualizację oprogramowania wszystkich swoich autonomicznych samochodów i wydać nową po tym, gdy jeden z nich nie był w stanie prawidłowo skręcić w lewo, rozbijając się i raniąc swoich dwóch pasażerów.
Jak widać, przynamniej na razie sztuczna inteligencja nie radzi sobie ze wszystkimi zmiennymi, z którymi może mieć do czynienia podczas wykonywania skrętu w lewo – innymi pojazdami, pieszymi, warunkami pogodowymi i nie tylko. Mimo że ludzie znacznie częściej doprowadzają do wypadków, skręcając w lewo, niż w prawo, na razie są lepszymi kierowcami niż SI.
Przewagą autonomicznych samochodów nad klasycznymi samochodami ma być przede wszystkim oferowany przez nich poziom bezpieczeństwa. W tej chwili nic nie wskazuje jednak na to, by samojeżdzące pojazdy miały zacząć wykazywać te przewagę już wkrótce.
Problem, który widać coraz bardziej
Co istotne, Levandowski nie jest jedyną osobą, która dostrzega, że obecnie technologia autonomicznych pojazdów zmierza donikąd. Jego zdanie podziela chociażby George Hotz, współzałożyciel firmy Comma.ai – producenta otwartoźródłowych systemów asystujących kierowcom.
Kto wie, może ktoś kiedyś sprawi, że sztuczna inteligencja w końcu będzie w stanie bezproblemowo skręcać w lewo. Chyba jest jeszcze jednak do tego długa droga.
Źródło: Bloomberg, fot. tyt. Unsplash/Kiril Tonkikh