Po głośnej ugodzie w USA, Adobe niepostrzeżenie łagodzi swoją politykę również w naszym kraju. Jeszcze niedawno za przedwczesne rozwiązanie umowy groziły spore opłaty. A dziś? Wystarczy krótka rozmowa z pomocą techniczną, by rozstać się z firmą szybko i bez dodatkowych kosztów.
Amerykański wymiar sprawiedliwości wycenił zawiłe procedury anulowania subskrypcji Adobe na 150 milionów dolarów. Tyle bowiem kosztowała firmę ugoda zawarta po śledztwie dotyczącym ukrywania opłat za wcześniejsze zerwanie umowy i celowego komplikowania życia klientom. Użytkownicy często żyli w przekonaniu, że płacą zwykły, comiesięczny abonament, podczas gdy w rzeczywistości zgadzali się na zobowiązanie roczne.
Próba wcześniejszej ucieczki kończyła się słonym rachunkiem. Choć oficjalne porozumienie i rekompensaty dotyczyły wyłącznie rynku amerykańskiego, wygląda na to, że widmo kolejnych problemów prawnych wywołało małe trzęsienie ziemi w globalnych strukturach firmy.
Cudowna przemiana działu wsparcia
Do niedawna polscy użytkownicy musieli liczyć się z surowym egzekwowaniem regulaminu. Rezygnacja w połowie okresu rozliczeniowego oznaczała konieczność uiszczenia kary wyliczanej z pozostałych do końca umowy miesięcy. Próby negocjacji z pomocą techniczną przypominały walkę z wiatrakami. Kończyły się stanowczą odmową, a w najlepszym razie zaoferowaniem kilku darmowych miesięcy na osłodę.
Teraz korporacyjne procedury nagle stały się zaskakująco elastyczne. Z najnowszych informacji i mojego własnego doświadczenia wynika, że anulowanie subskrypcji Adobe odbywa się bezboleśnie. Aby uwolnić się od umowy, nie trzeba już powoływać się na urzędy ochrony konsumentów. Wystarczy:
- Zalogować się na swoje konto.
- Rozpocząć czat z pomocą techniczną.
- Poinformować o chęci rezygnacji z planu.
Po krótkiej wymianie zdań obsługa klienta załatwia sprawę od ręki, anulując subskrypcję bez naliczania jakichkolwiek opłat karnych.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że to bezpośrednie pokłosie amerykańskich kłopotów firmy. Adobe najwidoczniej doszło do wniosku, że woli odpuścić pojedynczym użytkownikom te kilkadziesiąt złotych, niż ryzykować zwrócenie na siebie uwagi europejskich regulatorów rynku. Niezależnie od motywacji firmy – czy to nagły przypływ troski o klienta, czy raczej chłodna, prawnicza kalkulacja – dla samych użytkowników to z pewnością krok w bardzo dobrą stronę.
Źródło tekstu: Adobe, Instalki.pl / Zdjęcie otwierające: Adobe