Ninja wpadł w furię na swoim streamie
Powrót Tylera „Ninja” Blevinsa do streamowania rozgrywek w Fortnite nie poszedł zbyt dobrze. Streamer w trakcie jednej z najnowszych transmisji groził, że zrezygnuje z gry na dobre po tym, jak cztery razy z rzędu rzekomo padł ofiarą graczy podglądających jego poczynania na streamie, aby łatwiej zabić go w trakcie rozgrywki. Dobrze przeczytaliście: Ninja zagroził, że przestanie grać i przesyłać strumieniowo zapisy swoich rozgrywek, co według niego ostatecznie zaszkodzi popularności Fortnite.
„To wciąż te same dzieciaki” – mówił rozgoryczony Ninja. „Wynoś się z mojej gry. Odejdź ode mnie. Niczego nie udowadniasz, wchodząc w pieprzoną grę i biegnąc do kogoś, kiedy wiesz, że z kimś walczy i zabijając go” – nakręcał się rozżalony streamer.
„Rzecz w tym, że te cholerne przegrywy ścigający się o sławę, nie mają o niczym pojęcia. Jedyne, co robią, to szkodzą grze, ponieważ nie zamierzam w nią, k**** , grać. Nie zamierzam w nią grać i nie zamierzam jej streamować.” – ciągnął.
Analiza z YouTube potwierdza, że gracze podróżowali samochodem przez całą mapę, aby polować na Ninja. Będąc tak powszechnie rozpoznawanym streamerem trzeba liczyć się z tym, że inni będą chcieli zaistnieć na transmisjach oglądanych czasem przez dziesiątki lub setki tysięcy internautów.
Komu tak naprawdę groził Ninja? Czy groźby wymierzał w stronę graczy, którzy najwyraźniej doskonale się bawili i których nie obchodzi najpewniej w najmniejszym stopniu to, czy Blevins będzie dalej „klikał w komputer”? A może słowa kierowane były pod adresem Epic Games, które w żadnym stopniu nie może zapobiegać ponownym wydarzeniom? Wiele osób zarzuciło streamerowi niedojrzałość, brak profesjonalizmu i brak umiejętności godzenia się z porażką. Może faktycznie czas zejść ze sceny, skoro humor psują takie drobnostki? A może Ninja miał rację, bo ktoś przeszkadzał mu w pracy?
Jedno jest pewne: na tym etapie Ninja nie jest w żaden sposób zaszkodzić Fortnite.
Źródło: YouTube