Ten sam stadion, ale własny domowy fotel

Dzięki temu zarówno zawodnicy jak i widzowie dostaną pewnego rodzaju symulację widowni. Ale nie generowaną w pełni sztucznie, tylko złożoną z prawdziwych fanów, którzy właśnie wpatrują się w ekran i reagują na poczynania swoich ulubionych sportowców. Podobnie jak w prawdziwym życiu, wirtualnie zaadaptowany stadion też będzie miał swoją maksymalną pojemność. Na ekranach będzie na raz pokazywanych ponad 300 widzów.
Dziś ekrany, a kiedyś VR?
Oczywiście wszystko można byłoby zrobić z wykorzystaniem VR albo jeszcze innej metody, większej liczby kamer czy innych rozwiązań, ale takie podejście wydaje się być dobrym kompromisem pomiędzy kosztami, a finalnym efektem. Nie wychodząc z domu fani amerykańskiej koszykówki będą obecni na stadionie tak mocno, jak nigdy wcześniej.
Fotel, kawałek sylwetki i dobrze wycięte tło – przynajmniej na wizualizacji / foto. Microsoft
Co pokaże przyszłość? Może kiedyś w podobnej sytuacji (oby taka nie nastąpiła, ale mutowanie wirusów, to niestety naturalny proces) doczekamy się stanowisk VR dla kibiców i specjalnie wykupionych kamerek w danym fotelu albo wręcz androidów przenoszących nasze zachowania? Ale to już wizja odleglejszej przyszłości.
Źródło i foto: Microsoft