Ludzka strona internetu. Projekty, które dają nadzieję na odzyskanie sieci

Bartłomiej LisSkomentuj
Ludzka strona internetu. Projekty, które dają nadzieję na odzyskanie sieci

Internet miał być miejscem dla ludzi. Dziś coraz częściej przypomina farmę treści, w której dominują teksty pisane pod algorytmy i materiały generowane przez sztuczną inteligencję. Wyszukiwarki, na czele z Google, nie radzą sobie z oddzieleniem wartościowych treści od masowo produkowanego w LLM-ach szumu. Znalezienie czegoś autentycznego bywa już nawet nie frustrujące, a niemożliwe.



Zmęczenie tym stanem rzeczy widać coraz wyraźniej. W informacyjnym chaosie rodzą się projekty, które próbują przywrócić internetowi jego pierwotny charakter – bardziej osobisty, mniej zautomatyzowany. Nie są to wielkie platformy, lecz raczej inicjatywy stojące trochę na uboczu. I może właśnie dlatego dają nadzieję.

Mała sieć Kagi

Niedawno pisałem o Kagi – firmie, która stworzyła płatną wyszukiwarkę wolną od reklam, linków sponsorowanych i mechanizmów śledzących. Jednym z ciekawszych pobocznych projektów tej firmy jest „Small Web”. To próba wyłowienia z internetu tego, co nie zostało jeszcze całkowicie zdominowane przez SEO i automatyczne generowanie treści. W centrum znajdują się blogi, niszowe strony i projekty tworzone przez ludzi.



„Mała sieć” Kagi pozwala odkrywać takie miejsca na nowo – losowo, przez kategorie lub poprzez ręcznie wyselekcjonowane rekomendacje. To doświadczenie przypomina dawne przeglądanie internetu, gdy trafiało się na coś ciekawego przypadkiem, a nie dlatego, że algorytm uznał to za optymalne.

Nie jest to rozwiązanie idealne. Nawet tutaj pojawiają się wątpliwości co do jakości selekcji czy obecności treści generowanych przez AI. Mimo to sam kierunek jest dobry – ktoś w końcu próbuje filtrować internet pod kątem autentyczności, a nie efektywności reklamowej.

Neocities

Podobną ideę reprezentuje Neocities. To platforma, która zachęca do tworzenia własnych stron internetowych – bez reklam, bez śledzenia i bez narzuconych schematów. Z edytorem HTML lub pracując z kodem. Neocities ma jednak swoje ograniczenia. To w dużej mierze projekt jednej osoby, co rodzi pytania o jego przyszłość i stabilność. Trudno też mówić o masowej adopcji w świecie zdominowanym przez gotowe platformy społecznościowe.

Mimo to znaczenie projektu jest symboliczne. Pokazuje, że internet nie musi wyglądać tak, jak dziś – może być bardziej osobisty, mniej zunifikowany i mniej podporządkowany algorytmom.

Sieć doskonale niedoskonała

Jeszcze inną drogę obrał projekt Perfectly Imperfect. To połączenie newslettera i sieci społecznościowej, które stawia na ręczną selekcję treści i relacje między użytkownikami. Zamiast nieskończonego przewijania feedu, dostajemy rekomendacje ludzi. To podejście przypomina czasy, gdy internet był miejscem odkrywania kultury, a nie tylko konsumowania szybkich treści. Użytkownicy dzielą się muzyką, filmami czy przemyśleniami, a platforma zachęca do realnych interakcji.


Co ważne, twórcy świadomie odrzucają dominację algorytmów. W świecie, w którym większość platform optymalizuje treści pod zaangażowanie, taka decyzja wydaje się niemal radykalna.

Czy da się odzyskać internet

Te inicjatywy mają wspólny mianownik: są próbą przywrócenia internetu ludziom. Nie chodzi tylko o technologię, ale o sposób, w jaki z niej korzystamy. O odejście od automatyzacji na rzecz autentyczności. Reklama, algorytmy i masowa produkcja treści nie znikną, bo są fundamentem współczesnego internetu. Projekty takie jak Small Web czy PI zostaną raczej niszą. A jednak trudno nie odnieść wrażenia, że to właśnie w tej niszy dzieje się dziś coś najciekawszego. Jeśli „ludzka strona internetu” przetrwa, to w postaci takich projektów.

Źródło: Kagi, Neocities, PerfectlyImperfect

Bartlomiej LisNa co dzień administrator systemów, z pasją zgłębiający świat nowych technologii. Po godzinach zajmuje się grafiką cyfrową, ale także bardziej tradycyjną sztuką: malarstwem, fotografią analogową.