Nadmierne eksploatowanie plagi zombie sprawiło, że ta nie robi już na nas wrażenia, a niepokojące ryki na wpół zgniłego truchła zamiast straszyć, budzą co najwyżej politowanie. Czy zasada ta dotyczy również Dying Light? Zdecydowanie nie! To jedna z najlepszych gier opowiadających o pladze śmiercionośnego wirusa.

Jednym z motywów przewodnich, zaraz obok plagi zombie, jest parkour. Nasz bohater już od samego początku potrafi dość sprawnie przemieszczać się po mieście, wykorzystując do tego celu wszelkiego rodzaju płotki, dachy budynków, opuszczone wagony na stacjach kolejowych czy zdewastowane samochody, zaparkowane w poprzek nieistniejącej już autostrady.
Studio Techland postanowiło porzucić nie do końca poważną stylistykę znaną z Dead Island na rzecz bardziej survivalowego klimatu. W Dying Light chodzi przede wszystkim o przetrwanie i czuć to na każdym kroku. Wrocławianie wycisnęli z oklepanego tematu zupełnie nową jakość.

Jednym z motywów przewodnich, zaraz obok plagi zombie, jest parkour. Nasz bohater już od samego początku potrafi dość sprawnie przemieszczać się po mieście, wykorzystując do tego celu wszelkiego rodzaju płotki, dachy budynków, opuszczone wagony na stacjach kolejowych czy zdewastowane samochody, zaparkowane w poprzek nieistniejącej już autostrady.