Warner Bros. zmienia politykę odnośnie do kinowych premier
Ostatnio możemy usłyszeć dosyć pesymistyczne doniesienia jeśli chodzi o działania wytwórni Warner Bros. Kilka dni temu świat obiegła informacja o integracji platform Discovery Plus oraz HBO Max – szczegółów jednak na ten moment brak. Poza tym możemy spodziewać się znacznie mniej filmów i seriali oryginalnych. Teraz przyszedł czas na kolejną wieść, która zapewne niezbyt spodoba się dotychczasowym klientom.
Projekt o nazwie „Popcorn” zakładał, że kinowe filmy trafią na HBO Max po 45 dniach od ich premiery – bez względu na ich popularność czy liczbę osób kupujących bilety. Według najnowszych informacji (przekazanych przez m.in. redakcję portalu Decider), można właśnie mówić o zakończeniu tego „eksperymentu”.
David Zaslav, dyrektor generalny i prezes Warner Bros. Discovery, miał podczas jednego z porannych spotkań powiedzieć następujące słowa:
Ta idea drogich filmów przechodzących bezpośrednio do streamingu nie ma dla nas ekonomicznego uzasadnienia. […] Dokonujemy strategicznej zmiany. W ramach tego wyszliśmy na miasto, mówiąc o naszym zaangażowaniu w wystawę kinową i okno kinowe. Wiele filmów zostanie wprowadzonych na rynek z krótszymi oknami.
Jest to dosyć klarowna informacja. Jeśli film będzie cieszył się w kinie sporą popularnością, to możemy go ujrzeć na streamingu nawet po kilku dobrych miesiącach. Sytuację odwrotną zaobserwujemy natomiast w momencie niekoniecznie wysokiego zainteresowania wybraną produkcją na wielkim ekranie. Taka decyzja wydała się wielu osobom dosyć kontrowersyjna – niektórzy uznali ją nawet za jeden z gwoździ do trumny HBO Max.
Cóż – trudno stwierdzić kto ma rację. Osobiście nie zwracam uwagi na to po jakim czasie interesujący mnie film trafi do streamingu. Jeśli bardzo chcę go obejrzeć, to tak czy siak pójdę do kina w dniu jego polskiej premiery. Jeśli niezbyt mnie do niego ciągnie, to… nie obejrzę go nawet na opłacanej przeze mnie usłudze. Rozumiem jednak, że Warner Bros. może nie widzieć sensu w 45 dniowym oknie kinowym.
Idealnym przykładem jest tu chociażby The Batman, który był grany w kinach jeszcze długo po tym, jak ujrzał światło dzienne na HBO Max. Gdyby się tam nie pojawił, to z pewnością sporo osób poszłoby do kina, by spojrzeć na Roberta Pattinsona.
Źródło: Decider