Ogromne emocje w Polsce wzbudza temat dotyczący nowelizacji Prawa o ruchu drogowym. Jego przedmiotem są tak zwane UTO, czyli Urządzenia Transportu Osobistego, do których zalicza się m.in. hulajnogi elektryczne. Będący w konsultacjach projekt jest poddawany krytyce – wielu Polakom nieodpowiada ograniczenie prędkości do 25 km/h, innym nie pasują ograniczenia wagowe (20 kg), jeszcze innym to, że UTO będą musiały poruszać się po drogach rowerowych. Tymczasem w niektórych państwach nowe przepisy weszły już w życie, a kary za ich łamanie są astronomiczne.
We Włoszech za dostosowanie przepisów krajowych dotyczących hulajnóg elektrycznych w poszczególnych gminach odpowiadają lokalne samorządy. Jedne z bardziej restrykcyjnych obowiązują w Turynie, o czym boleśnie przekonał się 25-letni mieszkaniec tego miasta. Mężczyzna poruszał się na hulajnodze elektrycznej bez tablicy rejestracyjnej, dokumentów uprawniających do jazdy (!), a także ubezpieczenia. Mandat? 1079 euro, czyli ok. 4600 złotych. Na swoje nieszczęście poruszał się po ścieżce rowerowej, którą w świetle prawa nie mógł się poruszać. Nieszczęśnik nie miał na głowie kasku, który wkrótce również będzie wymagany.
Kadr z serialu South Park – odc. 5, sezon 22 – „The Scoots” | Źródło: własne
Czy Włosi nie wyznaczyli przepisów związanych z jazdą na hulajnodze elektrycznej daleko poza granicą absurdu? Rowery (szosowe i elektryczne) mogą poruszać się z takimi samymi lub wyższymi prędkościami, a nie trzeba ich rejestrować, nie trzeba mieć specjalnych uprawnień do kierowania nimi, a ich kierowcy nie muszą mieć obowiązkowego OC. Czy nie lepiej byłoby zrównać status hulajnóg elektrycznych z rowerami? Czy kara w wysokości 1079 euro jest adekwatna do wykroczenia? Oczywiście prawa należy przestrzegać, ale czy nie wydaje się Wam szokującym, że hulajnogi elektryczne i rowery (także elektryczne) są traktowane w tak odmienny sposób?
Co sądzicie o postulowanych zmianach w polskim prawie? Jak powinno się traktować hulajnogi elektryczne i… gdzie jest ich miejsce? Na ścieżkach rowerowych, chodnikach, czy na ulicach?
Źródło: Torino Corriere
