Biorąc pod uwagę wyjątkowość marki trudno słucha się o negatywnych doniesieniach dotyczących poczynań korporacji – bo tytułowa wiadomość z pewnością do takich należy. Warto zastanowić się dlaczego, lecz aby to uczynić należy cofnąć się do premiery pierwszego iPhone’a.
Nie trzeba mieć wiele lat na karku, aby pamiętać prezentację pierwszego telefonu od Apple pozbawionego fizycznej klawiatury. Miało to miejsce na początku 2007 roku i od tamtej pory firma zaczęła wyznaczać trendy w branży mobilnej.
Powyższe słowa być może są trochę na wyrost, ale trudno nie odnieść wrażenia, że gdyby nie gigant z Cupertino, to telefony komórkowe wyglądałyby (lub nawet funkcjonowałyby) trochę inaczej. Dlatego też przybija trochę informacja, że Apple przestaje być swego rodzaju wzorem, jak to było za czasów Steve’a Jobsa.
Tim Cook postanowił przystosować się do realiów współczesnego rynku i na wzór wielu innych konglomeratów ukryć przed większością ludzi na świecie wyniki sprzedażowe produkowanych przez siebie urządzeń. Koniec z wiedzą dotyczącą tego ile iPhone’ów znalazło się w rękach konsumentów. O tym fakcie dowiedzieliśmy się przy okazji dzisiejszej prezentacji kwartalnych wyników sprzedażowych Apple.
Okazuje się, że przychody ze sprzedaży iPhone’ów wzrosły aż o 29 procent (około 37 miliardów dolarów) przy jednoczesnym minimalnym wzroście sprzedanych egzemplarzy tych sprzętów. Powód takiej interesującej sytuacji jest bardzo prosty – Apple podniosło w zeszłym roku ceny swoich telefonów. Wynika z tego, że klientów wysoka cena urządzeń w ogóle nie razi.
Znaczne wzrosty firma zanotowała w obszarze usług, które stanowią obecnie główną siłę napędową giganta z Cupertino – przychody wzrastają z kwartału na kwartał. Tim Cook nie przestaje więc realizować swojego planu zakładającego, że biznes usługowy korporacji będzie warty około 50 miliardów dolarów do 2020 roku. Chęć spełnienia tego marzenia może być głównym powodem dlaczego Apple rezygnuje z publikowania wyników sprzedażowych fizycznych sprzętów.
Źródło: Apple