Testowane jest obecnie rozwiązanie, które umożliwiłoby odbiorcom bezpośrednio z poziomu samego programu nabyć chociażby bilety na reklamowany właśnie film. Sama zapowiedź produkcji zajmować będzie dosyć mało miejsca na górze, a reszta miejsca zostanie opanowana przez propozycje placówek wraz z konkretnymi godzinami seansu. Sytuacja ma wyglądać podobnie jeśli chodzi o reklamy biur podróży – w tym przypadku pod samą reklamą ukażą się ceny danych wycieczek.
Oczywiście taki zabieg nie należy do bardzo negatywnych i tego typu innowacji mają swój sens. Trudno jednak oczekiwać okrzyków radości ze strony zwykłych użytkowników, którzy coraz częściej wchodzą na portale informacyjne i czytają o „kolejnych reklamach” na YouTube zamiast o innych ciekawych nowości mających na celu poprawić wrażenia z odbioru treści.
Źródło: TechCrunch
