Zadecydowano właśnie o uznaniu nowego standardu komunikacji bezprzewodowej Li-Fi, który jest w stanie osiągać niezwykle szybką prędkość i przy tym nie być realnym zagrożeniem dla powszechnego od wielu lat Wi-Fi – wszystko za sprawą wykorzystania światła jako innego rodzaju punktu dostępowego dostarczającego ten sam internet do urządzenia. Wygląda to niezwykle ciekawie, więc warto nieco bardziej rozeznać się w temacie.
Uznano nowy standard komunikacji Li-Fi
Przez ostatnie lata byliśmy świadkami dynamicznej ewolucji dobrze nam wszystkim znanego standardu Wi-Fi, co generalnie przekłada się na zwiększoną szybkość, przepustowość i liczbę urządzeń podłączonych w ramach jednej sieci. Nie wszędzie jednak istnieje opcja zagwarantowania stabilnego połączenia charakteryzującego się zadowalającą prędkością. Chodzi tu o m.in. samoloty czy inne tego typu miejsca. Jak się okazuje – istnieje alternatywa, która wkrótce może nieźle namieszać.
Light Communications Alliance (LCA) to organizacja stojąca za standardem Li-Fi (802.11bb) – ten został w końcu oficjalnie zatwierdzony, co poskutkowało publikacją obszernego opisu oraz specyfikacji. Główną cechą wyróżniającą tę bezprzewodową komunikację jest rzecz jasna wykorzystana technologia. Mowa tu bowiem o niewidzialnym świetle podczerwonym pozwalającym na zapewnienie „szybszego i bezpieczniejszego połączenia”.

Jeśli zaś chodzi o konkretne wartości, to maksymalną prędkością jest tu 224 GB/s, czyli liczba wręcz deklasująca obecne możliwości Wi-Fi – czy więc możemy powoli żegnać się z popularną technologią? No nie do końca, bowiem Li-Fi ma działać jako odrębny byt, co jest podyktowane głównie znacznie mniejszą uniwersalnością światła. Taki sygnał nie do końca sprawdzi się w zamkniętych przestrzeniach, w przeciwieństwie do fal radiowych.
Przykład działania Li-Fi możecie zobaczyć poniżej:
Li-Fi świetnie jednak powinno odnaleźć się w samolotach, pociągach czy miejscach, gdzie zazwyczaj trudno zadbać o stabilne Wi-Fi. Pozostaje więc uzbroić się w cierpliwość i czekać na pierwsze propozycje producentów. Warto bowiem pamiętać, że uznanie samego standardu to dopiero pierwszy krok w niezwykle skomplikowanym procesie.
Dlatego też na rewolucję jeszcze sobie nieco poczekamy, chociaż i tak świetnie, że na horyzoncie pojawiła się interesująca technologia.