Tajlandczycy zareagowali oburzeniem
Minister cyfryzacji Tajlandii, Puttipong Punnakanta powiedział, że blokada to element działań podejmowanych celem ograniczenia dostępu do stron pornograficznych oraz hazardowych, które są nielegalne w świetle nowych przepisów dotyczących cyberprzestępczości. W tajskim Internecie oraz mediach społecznościowych kipi od słów krytyki, a obywatele tego kraju wyrażają sprzeciw wobec decyzji pod hashtagiem #SavePornhub na Twitterze. Protest wyszedł także poza Internet.
Przed budynkiem ministerstwa protestowały dziesiątki (sic!) osób trzymających w dłoniach bannery o treści „uwolnić Pornhub” oraz „odzyskajmy Pornhub”. Niezbyt wysoka frekwencja wynika prawdopodobnie z faktu, że mało kto chce przyznawać się publicznie do zamiłowania do pikantnych materiałów.
Emilie Pradichit z Manushya Foundation działającej na rzecz prawa wolności dostępu do treści cyfrowych powiedziała:
„Tajlandia stała się krainą cyfrowej dyktatury, z konserwatystami u władzy, próbującymi kontrolować to, co młodzi ludzie mogą oglądać, co mogą powiedzieć i co mogą robić w Internecie.”
Pornhub w 2019 roku znajdował się w czołówce 20 najczęściej odwiedzanych serwisów w Tajlandii. Według danych udostępnionych przez Pornhub, mieszkańcy Tajlandii w 2020 roku spędzali na stronie średnio 11 minut i 21 sekund – najdłużej spośród obywateli wszystkich krajów na świecie.
Rozwiązaniem dla mieszkańców Tajlandii jest VPN
Jak zapewne przypuszczacie, niektórzy Tajlandczycy znaleźli już sposób na obejście restrykcji. Top10VPN podaje, że w Tajlandii zaobserwowano wzrost wyszukiwań w sieci dokonywanych za pośrednictwem VPN aż o 640% od razu po nałożeniu blokady. To właśnie aplikacje typu VPN pozwalają w wielu miejscach na świecie omijać nie tylko blokady regionalne, ale też cenzurę.
Źródło: CNN, zdj. tyt. zrzut ekranu z PH