Zanim przejdziemy dalej, należy przypomnieć, iż Internet oraz WWW (World Wide Web) to dwa różne pojęcia. Podczas gdy Internet to ogólnoświatowy system połączeń między komputerami, określany również jako sieć sieci, World Wide Web jest definiowane jako usługa sieciowa oraz hipertekstowy, multimedialny, internetowy system informacyjny oparty na publicznie dostępnych, otwartych standardach IETF i W3C. Rzecz jasna, gdyby nie WWW Internet zapewne wyglądałby dzisiaj zupełnie inaczej i to właśnie dlatego te dwa pojęcia są bardzo często mylone. Niemniej, mimo że Tim Berners-Lee stworzył wyłącznie WWW, jego plan odnosi się do całego Internetu.
The Contract for the Web, bo tak brzmi nazwa planu Brytyjczyka, wymienia dziewięć zasad, których należałoby się trzymać, aby uczynić sieć miejscem lepszym, przyjaźniejszym dla użytkowników. Zasady te obejmują promowanie Internetu przystępnego pod względem finansowym dla wszystkich, poszanowanie prywatności użytkowników i praw związanych z ich danymi, nie zezwalanie władzom państw świata na odcinanie dostępu do Internetu czy budowane silnych wspólnot szanujących dyskurs obywatelski i godność ludzką. Jak widać, plan jest bardzo ambitny. Zasady nie są kierowane jednak tylko do władz oraz przedsiębiorstw. Trzy z nich wzywają do odpowiednich działań także samych użytkowników.
Tim Berners-Lee nie stworzył zaprezentowanego planu sam. W jego ukształtowaniu pomogli przedstawiciele ponad 80 organizacji, rządów rożnych krajów świata, firm, i nie tylko. Wśród tych firm znalazły się chociażby Microsoft, Reddit, a nawet… Facebook.
Aby cele planu zostały spełnione, zarówno użytkownicy, światowe władze, jak i przedsiębiorstwa muszą się do jego reguł zastosować. Ale czy jego realizacja w ogóle jest możliwa? Skoro do uznania wspomnianych reguł nie można nikogo zmusić, śmiem w to wątpić, jednak z pewnością warto do niej dążyć.
Więcej na temat projektu dowiecie się, przechodząc tutaj.
Źródło: Contract for the Web