Pornografia dziecięca „nie narusza regulaminu Twittera”
Twitter odmówił usunięcia udostępnianych w obrębie serwisu zdjęć i filmów pornograficznych, przedstawiających nastoletnią ofiarę handlu ludźmi, ponieważ wewnętrzne dochodzenie „nie wykryło naruszenia zasad firmy”, czytamy w pozwie złożonym w amerykańskim sądzie federalnym przez 17-latka z Florydy i jego matkę. Strona skarżąca zarzuca serwisowi, że nie usunął materiałów pornograficznych z jego udziałem, donosi New York Post.
Czytaj także: Fanpage Demotywatorów zniknął z Facebooka. Co się stało?
W pozwie wniesionym w środę przez anonimową ofiarę i jej matkę w północnym dystrykcie Kalifornii, stwierdzono, że Twitter zarabiał na klipach, które pokazywały 13-letniego powoda, zaangażowanego w akty seksualne. Filmy były udostępniane na Twitterze z dwóch kont przez 9 dni, pomimo próśb o ich usunięcie, zbierając ponad 160 tysięcy wyświetleń. Materiały skasowano po interwencji przedstawiciela Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego.
Nastolatek, który ma teraz 17 lat i mieszka na Florydzie, jest identyfikowany jako John Doe. Miał 13 lat, kiedy handlarze ludźmi, podszywając się pod jego 16-letnią koleżankę z klasy, zaczęli z nim rozmawiać na Snapchacie. Obie strony wymieniły nagie zdjęcia. Wtedy rozmowa przerodziła się w szantaż: materiały, które już wysłał, miały zostać udostępnione „rodzicom, trenerowi i pastorowi”, jeśli nastolatek nie udostępni im więcej zdjęć i filmów o charakterze seksualnym.
Doe, działając pod przymusem, początkowo współpracował z przestępcami i wysyłał im filmy, na których wykonywał czynności seksualne. Gdy powiedziano mu, że ma włączyć do swoich filmów inne dziecko, zrobił to, stwierdza się w pozwie.
W końcu Doe zablokował handlarzy i ci przestali go nękać. W pewnym momencie w 2019 roku filmy z jego udziałem pojawiły się na Twitterze i były umieszczane tam przez dwa konta, które były znane z udostępniania materiałów dotyczących wykorzystywania seksualnego dzieci, stwierdzają dokumenty sądowe.
Mimo próśb, treści pornograficznych nie usuwano
Filmy były zgłaszane na Twitterze na przestrzeni miesiąca co najmniej trzykrotnie – po raz pierwszy 25 grudnia 2019 roku. Gigant technologiczny zachował bierność, dopóki w sprawę nie zaangażował się federalny funkcjonariusz organów ścigania.
Doe dowiedział się o tweetach dopiero w styczniu 2020 roku, ponieważ stały się szeroko komentowane przez jego kolegów z klasy. Doprowadziło to do „dokuczania, nękania, okrutnego zastraszania” ze strony rówieśników oraz myśli samobójczych po stronie powoda.
28 stycznia Twitter odpowiedział na skargi, informując, że materiał który zebrał już ponad 167 000 wyświetleń i 2223 retweetów, nie zostanie usunięty. „Dziękujemy za kontakt. Sprawdziliśmy treści i nie stwierdziliśmy naruszenia naszych zasad, więc w tej chwili nie zostaną podjęte żadne działania” – wspomina się w pozwie.
Dopiero dwa dni później mama Doe we współpracy z agentem z Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego skutecznie doprowadziła do usunięcia filmów z dniem 30 stycznia, stwierdza pozew.
Twitter nabiera wody w usta
Początkowo Twitter odrzucił prośbę o komentarz od The Post, ale w ciągu kilku godzin zdanie zmieniono, a na redakcyjną skrzynkę wysłano standardową formułkę:
„Twitter nie toleruje żadnych materiałów przedstawiających lub promujących seksualne wykorzystywanie dzieci. Walczymy z wykorzystywaniem seksualnym dzieci w Internecie i mocno zainwestowaliśmy w technologię i narzędzia do egzekwowania naszych zasad” – napisał rzecznik Twittera.
„Nasze zespoły starają się wyprzedzać postępowanie osób działających w złej wierze. Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby usuwać treści, ułatwiać dochodzenia i chronić nieletnich przed krzywdą – zarówno w trybie online, jak i offline”.
Źródło: New York Post, endsexualexploitation.org
