Sztuczna inteligencja miała ułatwić korzystanie z Internetu, ale coraz częściej wywołuje druzgocące skutki. Nowe dane pokazują, że AI Overviews Google’a dramatycznie zmniejszają liczbę kliknięć w tradycyjne wyniki wyszukiwania.
Zmiana jest tak głęboka, że uderza nie tylko w wydawców, lecz także w samych użytkowników. Choć wygoda rośnie, cena może okazać się znacznie wyższa, niż wielu się spodziewało. Z Internetu znikną darmowe treści dobrej jakości.
Drastyczny spadek kliknięć
Badanie Ahrefs z grudnia 2025 roku nie pozostawia złudzeń. Gdy w wynikach wyszukiwania pojawia się podsumowanie generowane przez AI, współczynnik klikalności pierwszego wyniku organicznego spada z około 7,3% do zaledwie 1,6%. Oznacza to spadek aż o 58% w porównaniu do sytuacji sprzed wprowadzenia Przeglądu AI. Co gorsza, w kwietniu 2025 roku ten sam wskaźnik wynosił „zaledwie” 34,5%. W ciągu ośmiu miesięcy sytuacja pogorszyła się drastycznie – współczynnik klikalności obniżył się o kolejne 24 punkty procentowe.
AI na szczycie wyników
Przegląd AI pojawia się na pierwszym miejscu w ponad 91% przypadków. To skutecznie spycha klasyczne wyniki niżej i promuje tzw. wyszukiwania bez kliknięć, w których użytkownik dostaje odpowiedź i opuszcza Google bez odwiedzenia żadnej strony.

Z perspektywy użytkownika wygląda to atrakcyjnie. Odpowiedź jest szybka, zwięzła i nie wymaga czytania długich tekstów, często pisanych z myślą o pozycjonowaniu w wyszukiwarce – a więc pełnych powtórzeń. Problem w tym, że taka wygoda ma swoje długofalowe konsekwencje.
Dla branży medialnej to prawdziwa katastrofa. Wiele serwisów straciło ruch niemal z dnia na dzień i zostało zmuszonych do zamknięcia działalności. Nawet duże marki, jak iMore czy Daily Mail, odnotowały ogromne spadki klikalności. Google twierdzi, że cytuje źródła, ale w praktyce zajmują one marginalne miejsce w interfejsie. Taki „przypis” niewiele daje redakcjom i blogerom.
No dobrze, jakie są te skutki?
Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że to problem wyłącznie wydawców. Jednak gdy serwisy przestają zarabiać, przestają też tworzyć treści. Małe i średnie redakcje znikają, a kontrola nad informacją trafia do garstki największych graczy. Dodatkowo Internet zalewa fala treści generowanych przez AI. Już dziś ponad połowa nowych artykułów powstaje bez udziału człowieka, co rodzi ryzyko powielania błędów i spłycania wiedzy. Wtedy to już problem użytkownika – teoria martwego Internetu staje się faktem.
Jeśli tak dalej pójdzie – dużo więcej treści będzie zamkniętych za paywallem – bo z reklam redakcje nie wyżyją. Oto rewolucja AI w pełnej krasie – pomijając 32 GB RAM za 2200 zł.
Źródło: Ahrefs