Szpiegowanie „internetowych” ruchów Korei Północnej nie było zbyt trudne. Sieć tego kraju łączy się bowiem ze światem za pomocą kilku węzłów umieszczonych w Chinach. To właśnie te odcinki infrastruktury były kontrolowane przez NSA, dzięki czemu agencja znała wszystkie ruchy północnokoreańskich hakerów, których ilość szacuje się na około 6 tysięcy.
Pracownicy NSA wiedzieli między innymi, że hakerzy Korei Północnej włamali się na serwery Sony Pictures. Cała sytuacja miała miejsce na dwa miesiące przed upublicznieniem prywatnych danych firmy. O wycieku informowaliśmy wielokrotnie.
Co ciekawe, szczątkowe informacje na ten temat podawało FBI. Można zatem sądzić, że podmioty te ściśle ze sobą współpracują. Agencja NSA obserwuje Koreę Północną od ponad czterech lat. Można się zatem zastanawiać, dlaczego Sony Pictures nie zostało ostrzeżone o włamaniu. Tym bardziej, że w całej sprawie amerykański rząd mocno opowiadał się za wytwórnią filmową.
Źródło: The Next Web