Porządek publiczny dobrem nadrzędnym
Polski rząd proceduje nowelizację zeszłorocznej ustawy o cyberbezpieczeństwie. Jej nowe, proponowane przez obóz rządzący brzmienie, budzi zastrzeżenia niektórych prawników. W stosunku do przepisów z ubiegłego roku forsuje się kontrowersyjną zmianę, którą kilka dni temu przedstawił funkcjonujący w ramach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów resort cyfryzacji. Minister właściwy do spraw informatyzacji mógłby wydawać bez uzasadnienia polecenia zabezpieczające w formie decyzji administracyjnych, prowadzące do wyłączania stron internetowych na okres dwóch lat.
Podstawą dla wydania omawianej wyżej decyzji kierowanej do m.in. operatorów telekomunikacyjnych miałby być „incydent krytyczny”. Polecenie takiego mogłoby zostać wydane w sytuacji, w której „wymagają tego względy obronności lub bezpieczeństwa państwa lub bezpieczeństwa i porządku publicznego”. Sformułowanie „porządku publicznego” jest na tyle nieostre i pojemne, że w praktyce mogłoby zezwalać politykom na cenzurowanie wszystkich treści przedstawiających władzę w niekorzystnym świetle. Zwracają na to uwagę tak prawnicy, jak i eksperci ds. cyberbezpieczeństwa.
Działanie „dla dobra obywateli”
Wydział Promocji Polityki Cyfrowej KPRM podaje, że celem wprowadzenia nowych przepisów jest zwiększenie skuteczności działań podejmowanych w sytuacji wystąpienia incydentów, które mogą skutkować „znaczną szkodą dla bezpieczeństwa lub porządku publicznego, interesów międzynarodowych, interesów gospodarczych, działania instytucji publicznych, praw i wolności obywatelskich lub życia i zdrowia ludzi”. Według prawodawcy politykom niezbędny jest „mocniejszy środek” reagowania.
W rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną ciekawy głos w sprawie zabiera dr Łukasz Olejnik, niezależny badacz i konsultant ds. cyberbezpieczeństwa i prywatności. „Blokowanie zasobów sieciowych uniemożliwia cyberprzestępcom kontrolę nad złośliwym oprogramowaniem lub wykradaniem danych. To standardowe metody podejmowane w celu obsługi incydentów cyberbezpieczeństwa, gdzie ryzyka potrafią pojawić się nagle i być poważne.” Szybko jednak dodaje: „Problem pojawia się z decyzjami bez uzasadnienia, zwłaszcza gdy obszar do blokad miałby okazać się dysproporcjonalnie szeroki”.
Ustawa nie oznacza z miejsca, że pewne, niekorzystne dla obywateli decyzje będą podejmowane, ale z pewnością oddaje w ręce władz potężne narzędzie do kontroli Internetu. Ewentualne obawy związane z modyfikacją prawa zależą wyłącznie od tego, czy darzycie zaufaniem obecne władze.
Premier Morawiecki mówi, że wolność słowa jest kwestią nadrzędną
Mateusz Morawiecki w połowie stycznia opublikował na Facebooku długi wpis o wolności słowa w sieci. Prezes rady ministrów zapewnia, że będzie walczył o wolność słowa w Internecie. „Co nie jest zabronione, jest dozwolone. Także w internecie. Nie ma, i nie może być, zgody na cenzurę. Ani państwową – taką jak kiedyś w PRL, ani prywatną, taką jaką próbuje się wprowadzać dziś. Wolność słowa jest solą demokracji – dlatego musimy jej bronić” – pisał.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
