W jaki sposób działał bot? Skrypt analizował wszystkie wpisy na Twitterze i wyłapywał z nich newralgiczne frazy – np. „udostępnij by wygrać”. W późniejszym czasie narzędzie zostało wzbogacone o dodatkową funkcję – obserwowania organizatora konkursu, gdyż większość z nich odbywało się właśnie na takiej zasadzie – możliwość wygrania nagrody w zamian za obserwację.
Scott przyznaje, że było to dość wymagające, gdyż Twitter ma pewne limity, których nie można przekroczyć, by nie zostać zablokowanym. Metodą prób i błędów wypracował sobie ilość dziennych tweetów, które może udostępnić.
Czy dużo na tym zarobił? Niekoniecznie. Scott wyjaśnia, że większość nagród to naklejki lub inne równie „bezcenne” gadżety. Zaledwie raz wygrał wstęp na imprezę w Nowym Jorku wraz z gotówką do wykorzystania. Całość miała wartość 4 tys. dolarów, jednak Scott nie skorzystał z oferty. Jak przyznaje, nie mieszka w okolicach Nowego Jorku oraz nie chciał płacić podatku od nagrody.
Źródło: Gizmodo