Czy da się skutecznie korzystać z internetu bez Google? Coraz więcej użytkowników – zmęczonych reklamami, śledzeniem i słabymi wynikami wyszukiwania – zadaje sobie to pytanie. Jedną z najciekawszych alternatyw jest Kagi – płatna wyszukiwarka internetowa stawiająca na jakość i prywatność.
Jak się z niej korzysta i czy jest dużo lepsza od nastawionego na prywatność, ale darmowego DuckDuckGo? Postanowiłem znaleźć odpowiedź na te pytania.
Czym jest Kagi?
Kagi to amerykańska wyszukiwarka internetowa działająca w modelu abonamentowym. Jej nazwa oznacza po japońsku „klucz”, co dobrze oddaje ambicję twórców: dać użytkownikom klucz do internetu, bez udziału reklamodawców. Kagi nie zapisuje zapytań, nie śledzi kliknięć i nie buduje profili użytkowników.
Model subskrypcyjny w wyszukiwarce brzmi nietypowo, ale Kagi udowadnia, że taka koncepcja ma sens. Zamiast „płacić danymi”, użytkownik płaci kilka dolarów miesięcznie i otrzymuje wyszukiwanie wolne od marketingowych manipulacji i śledzenia. W podstawowym planie mamy limit 300 wyszukiwań.
Porównanie wyników
Największą różnicę widać już po pierwszym wyszukiwaniu. Brak reklam, brak sponsorowanych linków i brak agresywnego pozycjonowania sprawiają, że wyniki są krótsze, ale znacznie trafniejsze. Widać dużo mniej stron pisanych specjalnie pod SEO. Wyszukiwarka korzysta z własnego indeksu, co pozwala jej uniezależnić się od Google i Binga.


Zaskoczeniem może być to, że wyniki wyszukiwania w pewnym momencie… się kończą. Większość zapytań domyślnie zwraca od 30 do 50 rezultatów. Po pierwszym kliknięciu „wczytaj więcej wyników” przycisk już się nie pojawia. Filozofia Kagi zakłada, że użytkownik powinien znaleźć to, czego szuka, na pierwszej lub drugiej stronie wyników, a „jeśli musi przejść do strony 17, aby znaleźć potrzebną informację, to znaczy, że [jako wyszukiwarka] zawiedliśmy”.
Po tygodniowych testach mogę śmiało powiedzieć, że silnik wyszukiwania działa trochę lepiej od DuckDuckGo i prawie tak dobrze, jak wspominany przeze mnie z rozrzewnieniem Google sprzed dekady. Niestety Kagi w najtańszym modelu wymaga zmiany przyzwyczajeń – 300 wyszukiwań miesięcznie to w końcu średnio 10 dziennie. Zdarza mi się używać Google do przetłumaczenia słowa czy zwrotu z innego języka, przeliczenia waluty, czy przypadkowo wyszukać stronę, której adres doskonale znam. Tutaj należy być po prostu ostrożnym. W dwóch wcześniejszych kwestiach przychodzą z pomocą dedykowane narzędzia Kagi – ich własny tłumacz i szybkie odpowiedzi AI.
Funkcje dla wymagających
Lenses, czyli wyszukiwanie na własnych zasadach
Jedną z kluczowych funkcji Kagi są tzw. Soczewki (Lenses). To zestawy filtrów, które pozwalają zawęzić wyniki do określonych źródeł, typów treści lub regionów. Użytkownik może:
- Wybrać gotowy filtr, np. tylko pliki PDF, tylko strony kulinarne, tylko strony o programowaniu
- Utworzyć własny filtr z uwzględnieniem maksymalnie 10 adresów
- Wykluczyć witryny, których nie chce widzieć w wynikach
- Zawęzić wyszukiwanie do konkretnego kraju lub regionu

Filtracja po adresie domenowym czy przykładowo końcówce „.gov.pl” jest co prawda możliwa w wyszukiwaniu zaawansowanym Google, ale musiałoby być ustawiane za każdym razem od nowa.
Pełna personalizacja wyników
Każdy wynik można ocenić indywidualnie. Kliknięcie ikony tarczy pozwala sprawdzić liczbę reklam i trackerów na stronie, a także podnieść lub obniżyć jej ranking (co będzie miało wpływ na przyszłe wyszukiwania). Można też przypiąć wynik na stałe lub zablokować stronę. Tym sposobem to użytkownik decyduje, co jest dla niego wartościowe.
Wyszukiwanie i asystent SI
Kagi oferuje narzędzia oparte na sztucznej inteligencji. Funkcja „Quick Answer” generuje szybkie odpowiedzi na pytania, a „Assistant” umożliwia rozmowę z wybranym modelem językowym, takim jak ChatGPT, Gemini czy Claude. Asystent może przeszukiwać internet (wyszukiwarką Kagi) i zawsze podaje źródła informacji.

Ile to kosztuje?
Podstawowy plan kosztuje 5 dolarów (18 zł) miesięcznie i obejmuje 300 wyszukiwań. Plan bez limitu zapytań to wydatek 10 dolarów (36 zł). Wariant Ultimate – za 25 dolarów – przeznaczony jest dla entuzjastów zaawansowanej sztucznej inteligencji. Aby przetestować wyszukiwarkę, możemy skorzystać z miesięcznego demo obejmującego 300 wyszukiwań.
Kagi a DuckDuckGo. Po co płacić 25 złotych, jeśli „kaczka” jest darmowa?
DuckDuckGo jest darmowe i od lat pokazuje, że można szukać w internecie bez śledzenia użytkownika i bez personalizowania wyników na podstawie historii czy profilu — nie zapisuje adresów IP, nie buduje profili i nie łączy lokalizacji z serwerami, co daje solidny poziom anonimowości bez opłat.
Płacąc za Kagi, użytkownik otrzymuje nie tylko prywatność, ale też bardziej zaawansowane funkcje i trafniejsze wyniki. W odróżnieniu od DuckDuckGo, które nadal opiera się na źródłach zewnętrznych i reklamach kontekstowych, Kagi ma własny indeks stron, możliwość blokowania witryn, dopasowywania kolejności wyników i filtrowania ich według preferencji.
Jeśli chodzi o jakość wyników, wielu użytkowników zauważa, że Kagi często przewyższa DuckDuckGo. Prawdopodobnie dlatego, że nie musi iść na kompromisy z powodu reklam ani partnerstw biznesowych. DuckDuckGo pozostaje bardzo dobrym wyborem, jeśli zależy nam na darmowej i prostej prywatnej wyszukiwarce, ale jej indeks i trafność ustępują Kagi.
Poczucie kontroli i brak reklam są tego warte
Z perspektywy użytkownika zmęczonego Googlem, Kagi wypada zaskakująco dobrze. Największą zaletą nie są funkcje oparte na AI, lecz poczucie kontroli nad wynikami i mniejsza ilość stron walczących o uwagę algorytmów. Wyszukiwanie przestaje być przekopywaniem się przez chłam i zaczyna przypominać narzędzie pracy.
Czy Kagi jest dla każdego? Niekoniecznie. Dla osób przyzwyczajonych do darmowych usług barierą może być sama idea płacenia za wyszukiwarkę. Jeśli jednak prywatność, jakość wyników i realna oszczędność czasu mają znaczenie, Kagi pokazuje, że płatny model wyszukiwania ma sens. Możliwe, że zostanie ze mną na dłużej – w końcu za Spotify płacę, właśnie dla dobrej jakości dźwięku bez reklam.