Przedstawiciel indyjskiego Ministerstwa Komunikacji i Technologii Informacyjnej wyjaśnia, że rolą rządu jest zabezpieczenie dostępu do treści, które mogą deprawować i demoralizować obywateli. Według tamtejszego prawa każdy, kto dopuszcza się rozprzestrzeniania treści lubieżnych lub takich, które mają za zadanie deprawować osobę, podlega karze pozbawienia wolności do lat siedmiu oraz grzywnie. Prawo zabrania również publikowania treści przedstawiających nieprzyzwoity wizerunek kobiety.
To nie pierwszy raz, gdy indyjski rząd zdecydował się na cenzurę internetu. W 2011 roku nakazano usunięcie materiałów, które w obraźliwy sposób przedstawiały symbole religijne i liderów politycznych.
Prawnicy przyznają, że rząd może blokować tego typu strony, nie naruszając przy tym żadnego prawa. Jednocześnie powątpiewają, czy takowa blokada ma w ogóle sens. Istnieją bowiem narzędzia (np. VPN), które pozwalają obejść zabezpieczenia i blokady, by dotrzeć do pożądanych treści.
Źródło: The Washington Post