Historycy oburzeni ulepszaniem starych nagrań. O co im chodzi?

Maksym SłomskiSkomentuj
Historycy oburzeni ulepszaniem starych nagrań. O co im chodzi?
W ostatnich latach szalenie modnym stało się wykorzystywanie sztucznej inteligencji do szerokopojętego „polepszania” przeróżnych archiwalnych materiałów wideo. W serwisie YouTube da się znaleźć treści z końca XIX i początków XX wieku w kolorze, rozdzielczości 4K, czy też w 60 klatkach na sekundę. Niektórzy historycy i artyści uważają, że jest to działanie szkodliwe. Skąd taki pogląd na wydawałoby się zupełnie nieszkodliwe – wręcz pożyteczne – praktyki?



Archiwalne filmy w wysokiej jakości

Eksplozja pierwszej radzieckiej bomby atomowej w 4K, filmy braci Lumière z XIX wieku w 4K, z dźwiękiem (!), kolorem i w 60 kl./s., czy też odszumione, pokolorowane i przeniesione do 4K nagrania z japońskiego Tokio z lat 1913-1915 – wszystkie te filmy za sprawą poczynionych usprawnień wydają się jakby bardziej prawdziwe, rzeczywiste, bliższe czasom współczesnym. Właśnie to nie podoba się niektórym przedstawicielom świata nauki. Historycy sztuki uważają, że modernizacja tego rodzaju treści zakrzywia obraz minionych lat.

Emily Mark-FitzGerald, profesor nadzwyczajny w School of Art History and Cultural Policy na University College Dublin jest jedną z osób sprzeciwiających się tego rodzaju praktykom. „Problem z kolorowaniem materiałów wideo i zdjęć polega na tym, że ludzie zaczynają traktować je jako swego rodzaju nieskomplikowane okno na przeszłość. Te treści nie miały pełnić takiej roli” – sugeruje Mark-FitzGerald. Nie zgadza się z nią Elizabeth Peck z Neural Love, polskiej firmy korzystającej z sieci neuronowych do ulepszania archiwalnych treści.



Elizabeth Peck w rozmowie z serwisem Wired zwraca uwagę na fakt, że ulepszanie ma na celu usunięcie niedoskonałości, które zakrzywiają obraz wydarzeń rejestrowanych lata temu w obiektywach aparatów i kamer. Uważa ona, że zabiegi polepszające są prostym zabiegiem konwersji do formy lepiej oddającej stan faktyczny, uwieczniany lata temu.

Gdzie leży prawdziwa kość niezgody?

Środowisko historyków sztuki uważa, że największą zmorą koloryzacji i zwiększania liczby klatek w nagraniach wideo jest prezentowani detali, które… nie były uchwycone w oryginalnych nagraniach. Luke McKernan z British Library uważa, że techniki prowadzą jedynie do subiektywnej interpretacji archiwalnych treści. Nie jest to proces akceptowalny ze względu na odarcie historycznych materiałów z ich prawdziwości oraz detali uwiecznianych w materiale źródłowym.

Trudno jest odmówić McKernanowi racji – algorytmy SI na ogół nie radzą sobie z realistycznym odwzorowaniem kolorów, co widać na niemalże każdym poprawionym filmie. Pytanie brzmi, czy nie oddają świata zatrzymanego w czasie lepiej, niż czerń i biel? Przeglądaniu treści monochromatycznych często towarzyszy poczucie, jakoby uwieczniony został na nich jakiś nierzeczywisty, bardzo odległy świat. Założę się, że wielu z Was tak właśnie postrzega na przykład wydarzenia z czarno-białych nagrań i fotografii. W obliczu powyższego, jedna z opinii McKernana wydaje się kontrowersyjna:

„Koloryzacja nie przybliża nas bliżej przeszłości; powiększa dystans pomiędzy „teraz” i „kiedyś”. Nie przenosi wydarzeń z przeszłości w teraźniejszość, a tworzy różnice.” – uważa Luke McKernan.


Co sądzicie o odświeżaniu archiwalnych treści?

Czy uważacie, że wszelkiej maści korekty dokonywane na archiwalnych filmach i fotografiach to gwałt na sztuce, czy może działania wysoce pożądane? Jestem ciekaw jak wielu spośród czytelników naszego serwisu zgodzi się z historykami sztuki.

Źródło: Wired

Maksym SłomskiZ dziennikarstwem technologicznym związany od 2009 roku, z nowymi technologiami od dzieciństwa. Pamięta pakiety internetowe TP i granie z kumplami w kafejkach internetowych. Obecnie newsman, tester oraz "ten od TikToka". Miłośnik ulepszania swojego desktopa, czochrania kotów, Mazdy MX-5 i aktywnego uprawiania sportu. Wyznawca filozofii xD.