Umowa pomiędzy Facebookiem i Google
Umowa między Facebookiem a Google, dotyczyła rosnącego segmentu rynku reklamy internetowej, zwanego reklamą programową. Według badaczy, reklamy internetowe przynoszą co roku setki miliardów dolarów światowych przychodów, a zautomatyzowane kupowanie i sprzedawanie przestrzeni reklamowej stanowi ponad 60 procent całości tej kwoty.
Na przestrzeni milisekund pomiędzy kliknięciem linku do strony internetowej przez użytkownika, a wczytaniem reklam na stronie, oferty za dostępną przestrzeń reklamową są umieszczane na specjalnych platformach handlowych, zwanych giełdami. Zwycięska oferta jest przekazywana do serwera reklam i wyświetlana internaucie. Ponieważ giełda reklam i serwer reklam Google były dominujące, często kierowały firmę na własną giełdę. Za sprawą rzeczonej umowy, Facebook miał odpuścić konkurowanie z Google.
Według Timesa warunki te dawały Facebookowi kolosalne korzyści. Podmiot miał więcej czasu na licytowanie reklam, zyskiwał bezpośrednie rozliczenia z witrynami hostującymi reklamy i otrzymywał pomoc Google w skuteczniejszym dotarciu do odbiorców reklam. W ramach umowy Facebook zapowiedział, że będzie licytował co najmniej 90 procent aukcji reklam, jeśli będzie mógł zidentyfikować użytkowników, obiecując przy tym minimalne poziomy wydatków na poziomie nawet 500 milionów dolarów rocznie. Przedstawiciele Facebooka prosili również Google o unikanie używania informacji o stawkach do wypaczania aukcji reklam na swoją korzyść.
Oczywistym jest fakt, że inni partnerzy reklamowi Google nie mogli liczyć na tak korzystne umowy. W pozwie antymonopolowym z Teksasu skutecznie zarzucano Google, że gwarantuje Facebookowi określoną liczbę reklam i stawia rywali w niekorzystnej sytuacji.
Facebook i Google odrzucają zarzuty
Facebook i Google odrzuciły już pogląd, że umowa Jedi Blue stanowiła czyn nieuczciwej konkurencji. Rzecznik Facebooka stwierdził, że takie umowy z Google „pomagają zwiększyć konkurencję” w ofertach reklam, a argumenty przeciwne są „bezpodstawne”. Rzecznik Google komentował, że sprawa z Teksasu „wypacza” brzmienie umowy i inne aspekty działalności reklamowej jego firmy. Firma Google opublikowała już post na swoim blogu, w którym obala zarzuty.
Źródło: The New York Times, Google