Google chce stać na straży internetu. Ma pomóc „nowy” system

Piotr MalinowskiSkomentuj
Google chce stać na straży internetu. Ma pomóc „nowy” system

Google ogłosiło inicjatywę o nazwie Web Environment Integrity, która ma docelowo zwiększyć bezpieczeństwo każdej osoby korzystającej z sieci. Opracowana technologia posłuży do eliminacji fałszywych połączeń i upewnienia się, że wyświetlane na stronach internetowych reklamy są widoczne wyłącznie dla prawdziwych ludzi, a nie dla podejrzanych botów. Brzmi fajnie? Może i tak, ale eksperci mają wątpliwości odnośnie do zapewnień koncernu i prognozują globalne wprowadzenie kontrowersyjnego systemu Digital Rights Management (DRM).



Google chce weryfikować, które przeglądarki/strony internetowe są bezpieczne

Dobra, ale nie oceniajmy wszystkiego pochopnie. Warto na początku dodać, iż przedsięwzięcie zostało opisane na portalu GitHub, więc mamy do czynienia z czymś, co będą mogły rozwijać również osoby spoza bram korporacji – to spory plus. Jeśli zaś chodzi o ogólny zarys projektu, to mówimy o próbie naprawy relacji pomiędzy stronami internetowymi a klientami, która obecnie polega głównie na zaufaniu. Google twierdzi, że to niewystarczające i należy objąć pewne elementy nieco wyższym stopniem kontroli.

Ma w tym pomóc specjalny interfejs API pozwalający zadecydować stronom internetowym odnośnie do wpuszczenia konkretnego użytkownika. Główną rolę odegra specjalne poświadczenie w formie tokenu, który zostanie podpisany kryptograficznie, dzięki czemu nie ma mowy o manipulacją jakimikolwiek ważnymi informacjami. Tym samym koncern chce raz na zawsze pożegnać się z botami panoszącymi się w sieci i psującymi mu przynoszący kokosy biznes.



Autorzy systemu wymienili jego cztery główne cele. Mowa tu przede wszystkim o umożliwieniu stronom internetowym oceny autentyczności urządzenia i uczciwej reprezentacji ruchu z niego pochodzącego, oferowaniu odpornego na różne przeciwności i długoterminowego rozwiązania zapobiegającego nadużyciom, braku zgody na aktywację nowych możliwości śledzenia użytkowników pomiędzy odwiedzanymi witrynami poprzez atestację oraz zezwoleniu przeglądarkom na przeglądanie sieci bez atestacji.

google wei systemŹródło: GitHub

Dostawcy mają tym samym otrzymać większą kontrolę nad tym, jakie oprogramowanie jest wspierane przez konkretne strony internetowe. Jeśli więc na rynku pojawiłaby się przeglądarka nieoparta na silniku Chromium, to nie otrzymałaby z miejsca certyfikatu bezpieczeństwa. Eksperci są zdania, że tym samym Google chce nieco namieszać i umocnić swoją pozycję w sieci. Poza tym jako przykład testera wiarygodności przedstawiono Sklep Play, co również spotkało się z krytyką, głównie ze strony fundacji Mozilla czy deweloperów odpowiedzialnych za program Vivaldi, którzy tłumaczą wszystko w następujący sposób:

Po prostu, jeśli podmiot ma prawo decydować, które przeglądarki są zaufane, a które nie, nie ma gwarancji, że zaufa jakiejkolwiek przeglądarce. Każda nowa przeglądarka domyślnie nie byłaby zaufana, dopóki w jakiś sposób nie wykazałaby, że jest godna zaufania. Ponadto każdy, kto utknął na starszym oprogramowaniu, w którym ta specyfikacja nie jest obsługiwana, zostałby ostatecznie wykluczony z sieci. Co gorsza, głównym przykładem atestatora jest Sklep Play na Androida. Oznacza to, że Google decyduje, która przeglądarka jest godna zaufania na jego własnej platformie. Nie rozumiem, jak można oczekiwać od nich bezstronności […] Specyfikacja mocno sugeruje, że jednym z celów jest zapewnienie, że prawdziwi ludzie wchodzą w interakcję z witryną. Nie wyjaśnia jednak w żaden sposób, w jaki sposób zamierza to zrobić, więc pozostaje nam kilka poważnych pytań o to, jak chce to osiągnąć.

Wszystko wydaje się być więc dosyć szemrane i gorąco zachęcam do przeczytania oświadczeń konkurencji Google – ich argumenty wydają się rozsądne i jasno dają do zrozumienia, że koncern nie ma prawa decydować o tym, jak będzie wyglądać przyszłość internetu.


Źródło: GitHub (1), GitHub (2)Vivaldi / Zdjęcie otwierające: pixabay.com

Piotr MalinowskiDziennikarz z pasji i wykształcenia. Jest związany z popularnymi serwisami branżowymi, gdzie od siedmiu lat publikuje treści o nowych technologiach, gamingu oraz „ludziach internetu”. Fascynuje go wpływ influencer marketingu na społeczeństwo oraz szeroko pojęte przyczyny i skutki nierówności społecznych. Prywatnie fan powieści/filmów grozy, gier studia Piranha Bytes, podcastów kryminalnych, dobrej kawy oraz rowerowych wycieczek.