Flipboard i Google Reader czyli jak „coś poszło nie tak”

Mateusz PonikowskiSkomentuj
Flipboard i Google Reader czyli jak „coś poszło nie tak”
Już moment po ogłoszeniu końca Google Readera, na ich stronie pojawił się wpis skierowany do wszystkich miłośników tej usługi. „We can be the new home for your RSS”. Nie obyło się bez szczegółowych instrukcji, jak zarejestrować swoje konto GR w aplikacji. Przez cały okres oczekiwania na moment, w którym gigant z Mountain View, zakończy działanie swojego klienta RSS, ekipa z Palo Alto umieszczała na swojej stronie domowej przypomnienia, że pozostało coraz mniej czasu, że to już pora, by się zarejestrować. To przecież jedyny sposób, aby zachować swoje subskrypcje w bezpiecznej i stabilnej aplikacji. Coś jednak poszło nie tak.



Wszyscy użytkownicy, którzy liczyli na bezbolesny import danych z GR, musieli się niestety obejść smakiem. Dziś o poranku przywitał ich pusty, biały ekran z dużym szarym napisem „No Content”.

Flipboard
Na Tweeterze zawrzało. Nikt do końca nie wiedział co się stało. Na domiar złego technicy okazali się bardzo krótkowzroczni. Byli tak pewni tego, że wszystko zadziała, że zamknęli podstronę, na której użytkownicy mogli do tej pory dzielić się spostrzeżeniami i zgłaszać ewentualne błędy aplikacji. W zamian, opublikowali na forum kilka odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania.



Teraz Flipboard działa już w 90% poprawnie. Niektórym osobom, korzystającym z aplikacji mogą nie ładować się materiały z zakładki „All Feeds”.

Flipboard był moim pierwszym czytnikiem RSS i początkowo byłem zachwycony oprawą graficzną tego programu. Jednak zrezygnowałem z niego kilka miesięcy temu na rzecz wspomnianego wcześniej Reedera. Jest bardziej przejrzysty i zawsze działa, czego nie można powiedzieć o konkurencji. W przesiadce nie przeszkodziło mi nawet to, że jest płatny. Cena jest w tym wypadku adekwatna do jakości.


Mateusz PonikowskiWspółzałożyciel serwisu instalki.pl od ponad 18 lat aktywny w branży mediów technologicznych.