Nowe prawo miałoby dać pełny dostęp do historii przeglądania, gdy zajdzie podejrzenie terroryzmu. W efekcie FBI mogłoby sprawdzać internetowe nawyki obywateli, bez konieczności pytania o zgodę sąd.
Washington Post podaje jednak, że inwigilacja nie będzie ostateczna. Służby rzekomo nie mają widzieć, jakie dokładnie frazy szukają obywatele. Zamiast tego będą sprawdzać, ile czasu spędzili na danej domenie. Już to może jednak powiedzieć dużo na temat człowieka.
Na podstawie logów władze mogą bowiem określić np. przekonania polityczne, stan zdrowia, religię, orientację seksualną, a nawet codzienne nawyki.
Nie ulega wątpliwości, że pomysł ten zdobędzie wielu przeciwników, którzy są wyczuleni na wszelkie kwestie związane z prywatnością.
Źródło: Digital Trends