Prezydent Brazylii ogranicza swobodę działania mediom społecznościowym
Jeszcze przed przejściem do meritum chciałbym zwrócić czytelnikom naszego serwisu uwagę na to, jak wiele w dzisiejszych czasach zależy od sposoby formułowania aktualności i sztuki dobierania słów. Komunikując o sytuacji w Brazylii można napisać: „prezydent Brazylii zabrania cenzurowania treści mediom społecznościowym”. Równie dobrze można sięgnąć po takie słowa: „prezydent Brazylii ogranicza swobodę moderowania treści mediom społecznościowym”. Czy rozumiecie już co mam na myśli? Ocena postępowania rządu brazylijskiego należy do Was. Ad rem.
Zgodnie z nowym prawem obowiązującym w największym kraju Ameryki Południowej, sieci społecznościowe mogą natychmiast usunąć jedynie treści przedstawiające przemoc, narkotyki, nagość, zachęcające do przestępczości lub naruszające prawa autorskie. Skasowanie wszelkich innych treści będzie wymagało… orzeczenia sądowego. Konto brazylijskiego rządu na Twitterze podało, że dekret prezydencki zabrania usuwania treści, które „mogą skutkować jakąkolwiek cenzurą porządku politycznego, ideologicznego, naukowego, artystycznego lub religijnego”. Zapewne domyślacie się już, że Jair Bolsonaro nie obudził się po prostu pewnego dnia i nie postanowił zrobić czegoś dobrego. To pokłosie konfliktu z Facebookiem i Google w sprawie pandemii Covid-19.
Nowy dekret ogłoszono zaledwie kilka tygodni po tym, jak YouTube usunął filmy prezydenta Brazylii Jaira Bolsonaro za „rozpowszechnianie dezinformacji” na temat Covid-19. Firmy zajmujące się mediami społecznościowymi otrzymały 30 dni na zaktualizowanie swoich zasad, zanim zostaną nałożone na nie kary z Brazylii. Nie jest jasnym, czy wpłynie to jakkolwiek na sposób wyświetlania treści w mediach społecznościowych poza Brazylią. Nie wiadomo też, czy giganci zastosują się do postanowień rządu.
2. The Provisional Measure issued today by the Brazilian government forbids the removal of content that may result in any kind of „censorship of political, ideological, scientific, artistic or religious order”.
— Government of Brazil (@govbrazil) September 6, 2021
W teorii dobra zmiana, w praktyce zaś…
„Można sobie wyobrazić, jak trudno będzie dużej platformie uzyskać nakaz sądowy na usunięcie absolutnie każdej znalezionej dezinformacji” – skomentował Carlos Affonso Souza, profesor prawa Uniwersytetu Stanowego Rio de Janeiro. Wypada się z tym zgodzić. Pomyślcie tylko, gdyby serwisy społecznościowe miały zgłaszać do sądów absolutnie każdy przypadek wprowadzania opinii publicznej w błąd, sądy nie mogłyby pracować nad niczym innym, a i tak nie wyrabiałyby się z orzekaniem we wzmiankowanej tu materii.
Przedstawiciele YouTube donoszą, że analizują nowe prawo przed wprowadzeniem jakichkolwiek zmian. Mówi się, że nawet jeśli media nie będą mogły autonomicznie usuwać treści, nadal znajdą sposoby ostrzegania użytkowników przed błędnymi informacjami. Być może przez… ukrywanie ich? Prawnicy Facebooka obawiają się z kolei, że dekret ograniczy zdolność do powstrzymania nadużyć w Internecie i może naruszać prawa konstytucyjne. Administracja Twittera również wyraziła zaniepokojenie nowym prawem.
O dziwo, dekret może stanowić rozwiązanie wyłącznie tymczasowe. Dekret prezydenta jest prawdopodobnie zarządzeniem tymczasowym, przeznaczonym na sytuacje kryzysowe. Może wygasnąć za 120 dni, jeśli kongres w Brazylii nie wprowadzi go do stałego porządku prawnego, a przynajmniej tak sugerują dziennikarze New York Times.
Źródło: Rząd Brazylii, NYT