Dysk SSD dla audiofila, czyli olej wężowy na miarę XXI wieku
W XIX wieku w Ameryce olej wężowy stał się alternatywnym „lekarstwem”, mającym skutecznie wyleczyć każdą chorobę. Przedsiębiorcy parający się jego dystrybucją obiecywali kupującym złote góry, a specyfik stał się szybko synonimem oszustwa. Takim właśnie „olejem wężowym” okrzyknięto w sieci dysk SSD dla melomanów, zapowiedziany na forum Audiophilestyle. Cena? Około 700 dolarów, czyli ok. 2800 złotych. KIlka razy drożej od dysków M.2 o podobnej pojemności.
Rzeczony dysk SSD ma poprawiać jakość dźwięku cyfrowego i zapewniać prawdziwy dźwięk 3D wraz z wrażeniami, które do tej pory dostępne były wyłącznie dla słuchaczy płyt winylowych. Jak zapewne już się domyślacie, jego wpływ na jakość odtwarzanego dźwięku jest delikatnie mówiąc wątpliwy. Jak bowiem dysk SSD miałby wpływać na jakość zer i jedynek w cyfrowej postaci?
Dysk jest wyposażony w 1 TB pamięci flash 3D TLC, ale użytkownikowi oferuje jedynie 333 GB z tej przestrzeni. Dzieje się tak, ponieważ dysk SSD działa w trybie pseudo-SLC (pSLC), w którym użyteczna pojemność jest redukowana na rzecz wydajności i wytrzymałości. Na rynku są już dyski SSD, które do niektórych zadań wykorzystują tryby pSLC. Producent twierdzi, że to właśnie praca w tym trybie poprawia jakość dźwięku.
„Tryb TLC: Brzmi jak muzyka w tle, bez szczegółów i bez mocy, wszystko jest spłaszczone, brakuje szerokości sceny i gęstości.
Tryb pSLC: Wyczuwalne jest szczególne naturalne brzmienie, staje się ono bardziej gładkie i spokojne, grubość jest nieco zwiększona (…)”
Powyższy cytat brzmi jak typowy bełkot marketingowy, mający działać na audiofilską wyobraźnię. Podobne teksty reklamują podobne urządzenia, których zbawiennego wpływu na brzmienie nikt nigdy nie dowiódł.
Dysk otrzymał oscylator zegarowy Crystek CCHD-957 Femto, dwa kondensatory Audionote Kaisei 220uf, zewnętrzne wejście zasilania 5 V DC, ośmiowarstwową płytkę PCB z 2 uncjami miedzi, sztywność PCB potwierdzoną certyfikatem Mil-, 300% obszar uziemienia, pozłacane złącza 5u i miedziany radiator CNC. Zewnętrzne źródło zasilania ma stanowić gwarancję lepszego brzmienia muzyki odtwarzanej z dysku (sic!).
Czy dysk SSD dla audiofili działa?
Przeglądając wątek na forum wydaje się, że wrażenia odsłuchowe opierają się wyłącznie na subiektywnej ocenie użytkowników, jak zawsze w takich przypadkach. Nie wiadomo też, które posty piszą przedstawiciele producenta. Domyślacie się na pewno, że rzeczywistych pomiarów jakości dźwięku nie ma. To jednak norma w przypadku tego rodzaju urządzeń audiofilskich, sprzedawanych w absurdalnych cenach.
Nośniki SSD przechowują dane w postaci jedynek i zer. Jedynek i zer nie da się zamienić w coś lepszego. Muzyka z tego rodzaju dysku jest o tyle lepsza, o ile użytkownik uwierzy w jej „lepszość”.
Miłośnikom podobnych dziwnych rozwiązań polecam kanał ReduktorSzumu na YouTube, który demaskuje praktyki sprzedawców, pragnących wciskać konsumentom audiofilskie produkty o zerowej skuteczności.
Źródło: Audiophilestyle
