Raspberry Pi serwuje kolejną podwyżkę. Malinka przestaje być opłacalna

Paweł BliźniukSkomentuj
Raspberry Pi serwuje kolejną podwyżkę. Malinka przestaje być opłacalna

Raspberry Pi od lat uchodzi za najtańszy komputer świata, ale ta legenda właśnie dostaje kolejny cios. Firma ogłosiła następną falę podwyżek, tłumacząc, że rynek pamięci kompletnie oszalał i nie da się już dłużej utrzymać dotychczasowych cen.



Zmiany weszły w życie 1 kwietnia, choć CEO Eben Upton podkreśla, że nie jest to żaden primaaprilisowy żart. W tym samym czasie debiutuje nowy model Raspberry Pi 4 z 3 GB RAM, wyceniony na 83,75 dolara, który pojawia się dokładnie wtedy, gdy ceny pozostałych wariantów idą w górę.

Tanio już było. Podziękujcie AI

Najważniejszy powód podwyżek jest brutalnie prosty. Cena pamięci DRAM LPDDR4, wykorzystywanej w Raspberry Pi 4 i 5, wzrosła w ciągu roku aż siedmiokrotnie.



Firma przez długi czas próbowała brać te koszty na siebie, ale przy globalnym niedoborze RAM‑u nie dało się już dłużej udawać, że sytuacja jest stabilna. W rezultacie drożeją zarówno klasyczne modele, jak i moduły Compute Module. Różnice potrafią sięgać od kilkunastu do nawet stu pięćdziesięciu dolarów w najmocniejszych konfiguracjach. Zmianę odczują wszyscy, od hobbystów po firmy.

W tym całym zamieszaniu pojawia się jednak kilka wyjątków. Część oferty pozostanie w dotychczasowych cenach. Modele z jednym i dwoma gigabajtami pamięci pozostają w przedziale od 35 do 65 USD, a popularny Raspberry Pi 400 wciąż kosztuje 60 dolarów.

Podobnie jest ze starszymi konstrukcjami, takimi jak Zero, Zero W, Zero 2 W czy cała rodzina płytek pierwszej i trzeciej generacji. Te urządzenia korzystają ze starszej pamięci LPDDR2, której firma ma duże zapasy, więc ich ceny mogą pozostać stabilne.

Stare ceny powrócą, choć nie wiemy kiedy

Wraz z podwyżkami pojawia się też apel do użytkowników, by rozsądnie dobierali ilość pamięci do swoich projektów.

Upton podkreśla, że nie każdy potrzebuje dużego zapasu RAM i że w wielu zastosowaniach tańsze warianty sprawdzą się równie dobrze. To część strategii, którą firma nazywa dopasowaniem sprzętu do realnych potrzeb. W praktyce oznacza to zachętę, by nie kupować na zapas i nie przepłacać za pamięć, która w danym projekcie nie będzie miała żadnego znaczenia.


Brzmi to trochę jak prośba, żeby nie kupować za dużo RAM, bo wtedy podwyżka mniej zaboli i przy okazji wystarczy go dla innych.

Najważniejsza deklaracja dotyczy przyszłości. Podwyżki mają być tymczasowe. Jeśli ceny pamięci wrócą do normalnego poziomu, producent obiecuje wycofać zmiany i wrócić do wcześniejszych stawek. Firma podkreśla, że jej priorytetem wciąż pozostaje tworzenie tanich komputerów ogólnego przeznaczenia, dostępnych dla każdego, niezależnie od budżetu.

Na razie jednak rynek pamięci dyktuje warunki i trudno przewidzieć, kiedy sytuacja się ustabilizuje. Do tego czasu Raspberry Pi musi balansować między rosnącymi kosztami a swoją misją. Ta od początku opierała się na prostym założeniu, że komputer powinien być tani i dostępny dla wszystkich.

Te wysokie ceny sprawiają, że naprawdę warto się zastanowić, czy zamiast malinki nie lepiej wziąć tani używany terminal.

Źródło: Raspberry Pi, The Verge / Zdj. otwierające: Unsplash (@jainath)

Paweł BliźniukLinuksiarz, który lubi grzebać w sprzęcie i pisać o szeroko pojętej technologii. Uwielbia wszystko, co zawiera płytki PCB. Wielbiciel retro‑konsolek i ThinkPad'ów. Uzależniony od muzyki i gier roguelike. Wolne chwile poświęca na bieganie. Artykuły zaczął pisać jeszcze przed erą AI.