Raspberry Pi od lat uchodzi za najtańszy komputer świata, ale ta legenda właśnie dostaje kolejny cios. Firma ogłosiła następną falę podwyżek, tłumacząc, że rynek pamięci kompletnie oszalał i nie da się już dłużej utrzymać dotychczasowych cen.
Zmiany weszły w życie 1 kwietnia, choć CEO Eben Upton podkreśla, że nie jest to żaden primaaprilisowy żart. W tym samym czasie debiutuje nowy model Raspberry Pi 4 z 3 GB RAM, wyceniony na 83,75 dolara, który pojawia się dokładnie wtedy, gdy ceny pozostałych wariantów idą w górę.
Tanio już było. Podziękujcie AI
Najważniejszy powód podwyżek jest brutalnie prosty. Cena pamięci DRAM LPDDR4, wykorzystywanej w Raspberry Pi 4 i 5, wzrosła w ciągu roku aż siedmiokrotnie.
Firma przez długi czas próbowała brać te koszty na siebie, ale przy globalnym niedoborze RAM‑u nie dało się już dłużej udawać, że sytuacja jest stabilna. W rezultacie drożeją zarówno klasyczne modele, jak i moduły Compute Module. Różnice potrafią sięgać od kilkunastu do nawet stu pięćdziesięciu dolarów w najmocniejszych konfiguracjach. Zmianę odczują wszyscy, od hobbystów po firmy.

W tym całym zamieszaniu pojawia się jednak kilka wyjątków. Część oferty pozostanie w dotychczasowych cenach. Modele z jednym i dwoma gigabajtami pamięci pozostają w przedziale od 35 do 65 USD, a popularny Raspberry Pi 400 wciąż kosztuje 60 dolarów.
Podobnie jest ze starszymi konstrukcjami, takimi jak Zero, Zero W, Zero 2 W czy cała rodzina płytek pierwszej i trzeciej generacji. Te urządzenia korzystają ze starszej pamięci LPDDR2, której firma ma duże zapasy, więc ich ceny mogą pozostać stabilne.
Stare ceny powrócą, choć nie wiemy kiedy
Wraz z podwyżkami pojawia się też apel do użytkowników, by rozsądnie dobierali ilość pamięci do swoich projektów.
Upton podkreśla, że nie każdy potrzebuje dużego zapasu RAM i że w wielu zastosowaniach tańsze warianty sprawdzą się równie dobrze. To część strategii, którą firma nazywa dopasowaniem sprzętu do realnych potrzeb. W praktyce oznacza to zachętę, by nie kupować na zapas i nie przepłacać za pamięć, która w danym projekcie nie będzie miała żadnego znaczenia.
Brzmi to trochę jak prośba, żeby nie kupować za dużo RAM, bo wtedy podwyżka mniej zaboli i przy okazji wystarczy go dla innych.

Najważniejsza deklaracja dotyczy przyszłości. Podwyżki mają być tymczasowe. Jeśli ceny pamięci wrócą do normalnego poziomu, producent obiecuje wycofać zmiany i wrócić do wcześniejszych stawek. Firma podkreśla, że jej priorytetem wciąż pozostaje tworzenie tanich komputerów ogólnego przeznaczenia, dostępnych dla każdego, niezależnie od budżetu.
Na razie jednak rynek pamięci dyktuje warunki i trudno przewidzieć, kiedy sytuacja się ustabilizuje. Do tego czasu Raspberry Pi musi balansować między rosnącymi kosztami a swoją misją. Ta od początku opierała się na prostym założeniu, że komputer powinien być tani i dostępny dla wszystkich.
Te wysokie ceny sprawiają, że naprawdę warto się zastanowić, czy zamiast malinki nie lepiej wziąć tani używany terminal.
Źródło: Raspberry Pi, The Verge / Zdj. otwierające: Unsplash (@jainath)