Prognozowana data zakończenia problemów z chipami nie napawa optymizmem

Maksym SłomskiSkomentuj
Prognozowana data zakończenia problemów z chipami nie napawa optymizmem
Chciałbym mieć dobre informacje, ale niestety ich nie mam. Prognozy są coraz bardziej pesymistyczne. Gdy z początkiem roku pojawiały się plotki o tym, jakoby na przełomie marca i kwietnia globalna sytuacja z półprzewodnikami miała się poprawić, wiele osób upatrywało w tym szansy na obniżkę cen elektroniki. Z tygodnia na tydzień zapowiedzi sugerowały kolejne, odleglejsze terminy, w których dostawcy mieliby wyjść na prostą. Gdy wydawało się, że komunikaty o ustabilizowaniu się rynku dopiero w 2022 roku są „czarnym scenariuszem”, na scenę wkroczył CEO STMicro, francusko-włoskiego przedsiębiorstwa produkującego układy elektroniczne z siedzibą w Genewie.



Problemy z dostawami chipów aż do 2023 roku?

Trwający obecnie globalny niedobór chipów sprawił, że rynek komponentów PC oraz kilka innych gałęzi znalazło się na krawędzi. Niemal każdy doświadczył podwyżek cen lub braków sklepowych upragnionych towarów. Cyklicznie pojawiają się nawet doniesienia o ludziach przemycających procesory przez granice. Wygląda na to, że w najbliższym czasie sytuacja wcale nie ulegnie poprawie. Dyrektor generalny STMicro wskazuje na pierwszą połowę 2023 roku, jako czas, w których wszystko zacznie wracać do normy sprzed pandemii.

przemyt procesory

Nielegalny przemyt procesorów obklejonych dookoła ciała przemytnika. | Źródło: CHK



Prezes i dyrektor generalny europejskiego producenta chipów STMicroelectronics, Jean-Marc Chery, jest przekonany, że wszystko wróci do normy, ale „nie wcześniej niż w pierwszej połowie 2023 roku”. Chery uważa, że poprawa sytuacji w zakresie podaży chipów będzie następować stopniowo przez cały 2022 rok. W pierwszej połowie 2023 roku powinniśmy zobaczyć, jak podaż i popyt w końcu się zrównoważą. Podobne prognozy wygłaszali wcześniej przedstawiciele Intela, IBM i TSMC, którzy zakończenia kryzysu dopatrują się w końcu 2022 lub na początku 2023 roku.

Grupa z siedzibą w Genewie będzie w stanie zaspokoić tylko 70% całkowitego zapotrzebowania klientów w tym roku, powiedział Chery. Wartość ta wzrośnie do 85-90% w przyszłym roku, ponieważ firma inwestuje w moce produkcyjne – dodał.

Pytanie brzmi: czy ceny z końcem kryzysu spadną, czy może pozostaną na obecnym lub jeszcze wyższym poziomie. Konsumenci będą przyzwyczajeni dla drożyzny, więc producenci mogą chcieć maksymalizować swoje zyski w dobie trwającego jeszcze wtedy zapewne postpandemicznego (oby) kryzysu ekonomicznego.

Źródło: Reuters


Maksym SłomskiZ dziennikarstwem technologicznym związany od 2009 roku, z nowymi technologiami od dzieciństwa. Pamięta pakiety internetowe TP i granie z kumplami w kafejkach internetowych. Obecnie newsman, tester oraz "ten od TikToka". Miłośnik ulepszania swojego desktopa, czochrania kotów, Mazdy MX-5 i aktywnego uprawiania sportu. Wyznawca filozofii xD.