Producenci smartfonów uwielbiają chwalić się, jak ich urządzenia świetnie radzą sobie w deszczu czy przy basenie. Kluczowym hasłem jest tu certyfikat IP68 (a także IP69), który ma być gwarancją spokoju – bo świadczy o ochronie smartfonu przed działaniem wody, określanej często mianem wodoodporności. Ale czy to oznacza, że powinieneś zanurzać smartfon z takimi certyfikatami w wodzie? Nie, zwłaszcza jeśli nie jest to telefon pierwszej świeżości. Właśnie przypomniało o tym Google.
IP68, wodoodporność smartfonu a kwestia zużycia
Wydawałoby się, że kupując flagowy telefon za kilka tysięcy złotych z certyfikatem IP68, możesz czuć się bezpiecznie. Jeśli zanurzysz ten smartfon w wodzie, nic nie powinno się stać, prawda? No cóż, prezentują swoje najnowsze urządzenia z serii Pixel 10, Google postanowiło głośno powiedzieć o tym, o czym inni producenci zazwyczaj milczą. Niestety, nawet jeśli masz smartfon z certyfikatami IP68 i/lub IP69, powinieneś dmuchać na zimne, a przynajmniej jeśli zależy Ci na Twoich pieniądzach.
W jednym ze swoich ostatnich komunikatów na platformie X Google pochwaliło się faktem, że nawet jego składany Pixel 10 Fold (niedostępny w Polsce) spełnia normę IP68. Jednocześnie jednak firma dodała do tego stwierdzenia jasną adnotację:
„W chwili opuszczenia fabryki urządzenie w założeniu spełnia wymogi stopnia ochrony IP68 w zakresie pyłoszczelności i wodoszczelności zgodnie z normą IEC 60529, ale nie oznacza to pełnej odporności na działanie pyłu i wody. Akcesoria nie są wodoszczelne ani pyłoszczelne. Odporność na działanie wody i pyłu nie jest bezterminowa i z czasem może się obniżyć albo zaniknąć w wyniku normalnego zużycia, napraw, demontażu lub uszkodzeń urządzenia. Telefon nie jest odporny na upadki, a upuszczenie go może spowodować utratę odporności na działanie wody i pyłu.”
Co to wszystko oznacza? W skrócie, ochrona przed wodą i kurzem nie jest wieczna i z czasem ulega pogorszeniu albo całkowitej utracie. Dlaczego? Ponieważ uszczelki w telefonie zużywają się jak każda inna część. Zwykłe, codzienne użytkowanie, drobne upadki, a nawet naprawy czy demontaż obudowy mogą naruszyć szczelność konstrukcji. Mikropęknięcia, niewidoczne gołym okiem, stają się autostradą dla wody. Co gorsza, słona woda morska czy chlorowana w basenie dodatkowo przyspieszają proces niszczenia klejów i uszczelek. Krótko mówiąc, Twój telefon z każdym dniem staje się coraz mniej wodoszczelny. W zasadzie trudno tu mówić o wodoodporności.
Certyfikat IP68 oznacza, że nowiuśkie urządzenie wytrzymało zanurzenie w warunkach laboratoryjnych (czyli w czystej, nieruchomej wodzie) – i to przy głębokości i na czas określone przez samego producenta. Nie w słonej wodzie, nie w basenowej i nie podczas dynamicznego skoku do wody. Trzeba mieć to na uwadze.
Czytaj także: Pixel 10 bez uwielbianej funkcji. Zaskakuje powód jej likwidacji
Tego gwarancja nie obejmuje
Okej, ale co jeśli zanurzysz w wodzie zupełnie nowy telefon z IP68, a ten ulegnie zalaniu? Musisz wziąć pod uwagę jeszcze jedną rzecz, którą zastrzegają sobie producenci smartfonów, w tym Google:
„Uszkodzenia spowodowane upuszczeniem, upadkiem i innymi siłami zewnętrznymi nie są objęte gwarancją. Uszkodzenie spowodowane zalaniem powoduje unieważnienie gwarancji.”
Oznacza to, że jeśli Twój nowiutki telefon przestanie działać po kontakcie z wodą, za kosztowną naprawę zapłacisz z własnej kieszeni.

„Wodoodporność” smartfonów i innych urządzeń najlepiej traktować jako polisę ubezpieczeniową na nagłe wypadki, takie jak przypadkowe wpadnięcie do kałuży albo basenu czy zalanie napojem przy stole. To nie jest zaproszenie do robienia podwodnych zdjęć na wakacjach, niezależnie od tego, czy masz Samsunga, Pixela czy iPhone’a.
Źródło: TechSpot, fot. tyt. własne