Tytułowa historia udowadnia, że przed zakupem jakiejkolwiek elektroniki należy dwukrotnie upewnić się co do jej kompatybilności z innymi urządzeniami. MacBook Pro nie jest dostarczany z zasilaczem, trzeba go dokupić na własną rękę. Jeśli postawicie na ten oryginalny, to możecie doznać niemałego szoku, choć większość osób zapewne nigdy się nie zorientuje.
MacBook Pro ma problem z zasilaczem, a raczej to ona przestała się lubić z przedłużaczem
MacBook Pro doczekał się odświeżenia w ubiegłym miesiącu. Wtedy też konsumenci zyskali możliwość zamawiania laptopa z najpotężniejszymi układami M5 Pro lub M5 Max. Bez wątpienia sporo klientów postanowiło dokupić 140-watowy zasilacz rekomendowany przez producenta. Warto zatem wiedzieć, że Apple postanowiło wprowadzić do niego jedną zmianę, którą wręcz trudno zrozumieć.
Chodzi o subtelną zmianę w projekcie urządzenia, co skutecznie pozbawiło go kompatybilności z oryginalnym przedłużaczem do zasilacza. Redakcja portalu MacRumors informuje o kompletnym przeprojektowaniu wyglądu wtyczki ukrytej pod złączem zasilacza. Nie pokrywa się ona teraz z widocznym poniżej gadżetem.

Apple najwyraźniej coś namieszało, gdyż w ofercie nie znajduje się inny przedłużacz, natomiast ten dostępny wciąż zawiera wzmiankę o kompatybilności ze 140-watowym zasilaczem. Trudno zatem zrozumieć zamieszanie, zwłaszcza że… problem nie dotyczy wszystkich.
Niektórzy konsumenci (m.in. mieszkańcy Chin czy Australii) dostają niepasujący przewód, inni natomiast nie dostrzegli zmian we wtyczce. Apple nie wydało jeszcze żadnego komunikatu, nie wiadomo zatem czym spowodowane jest zamieszenie i czy faktycznie dokonano permanentnych zmian. Może stało się to wyłącznie w wybranych krajach?


Na rozwiązanie tajemnicy musimy jeszcze trochę poczekać. Dla zainteresowanych: 140-watowy zasilacz to wydatek rzędu 499 zł, natomiast za przedłużacz trzeba zapłacić w naszym kraju 119 zł.
Źródło tekstu: MacRumors, Apple / Zdjęcie otwierające: instalki.pl (Maksym Słomski)