Dźwignia grozy w Tesli? Firma miała pobrać 14000 dolarów za jej użycie

Maksym SłomskiSkomentuj
Dźwignia grozy w Tesli? Firma miała pobrać 14000 dolarów za jej użycie
Bardzo przepraszam za użycie sformułowania „dźwignia grozy” w tytule. Chciałem nawiązać do corocznych nagłówków w polskiej prasie, mówiących o „paragonach grozy”. Pomyślałem, że skoro „paragonem grozy” może być zapłata z góry znanej ceny za obiad nad polskim morzem, to na to miano tym bardziej zasługuje wajcha w samochodach marki Tesla, której nieświadome wykorzystanie ponoć może skutkować pobraniem 14100 dolarów z konta użytkownika pojazdu. Ponoć, ale… chyba jednak nie. Mowa tu o głośnej aferze, jaką postanowił wkoło dźwigienki nakręcić Dyrektor ds. Zarządzania Produktami w Google, Dominic Preuss. Chyba zupełnie niepotrzebnie.



Pociągnięcie dźwigni warte 14100 dolarów

Prasę technologiczną i motoryzacyjną obiegła informacja, jakoby Tesla pobierała opłatę w wysokości 14186,25 dolarów za „przypadkową” aktywację trybu Full Self-Driving w ramach Autopilota. Sprawę nagłośnił Dominic Preuss z Google, który poinformował za pośrednictwem Twittera, że „pożyczył komuś swój samochód”, a osoba ta „przypadkowo włączyła nie wykupiony tryb FSD”. Preuss twierdził, że „wystarczyło dwukrotnie kliknąć przełącznik”. Internauci szybko krzyknęli: „bzdura”.





Podstawowy Autopilot dostępny w każdej wersji samochodu Tesla działa każdorazowo tak samo. Dwukrotnie pociągnięcie dźwigienki uruchamia właśnie tę funkcję, a nie zaawansowany system FSD. Internauci zarzucili przedstawicielowi Google kłamstwo, bowiem proces aktywacji techniki jest nieco bardziej skomplikowany.

Preuss brnął w zaparte. Powiedział, że samochód nie wyświetlił żadnych próśb o hasło, ani potwierdzeń płatności kartą kredytową.Preuss dodał, że na szczęście był w stanie anulować zakup w swoim systemie multimedialnym w pojeździe, przechodząc do menu zarządzania aktywacjami. Mówi, że otrzymał również e-mail z potwierdzeniem zakupu i potwierdził, że na jego kartę kredytową wpłynął zwrot, gdy tylko anulował zakup.




Preuss powiedział później, że zdarzenie miało miejsce, gdy samochód prowadził jego teść, więc możliwe, że opłatę spowodowało „coś bardziej skomplikowanego”, niż zwykłe dwukrotne kliknięcie. Warto zauważyć, że ktoś po prostu pożyczył Teslę był w stanie to zrobić, bez konieczności dodatkowej autoryzacji i znajomości jakichkolwiek danych płatności.

Preuss odmówił dalszych komentarzy. Tesla incydentu skomentować nie mogła, bo… Elon Musk jakiś czas temu rozwiązał dział prasowy Tesli.

Źródło: CarScoops

Maksym SłomskiZ dziennikarstwem technologicznym związany od 2009 roku, z nowymi technologiami od dzieciństwa. Pamięta pakiety internetowe TP i granie z kumplami w kafejkach internetowych. Obecnie newsman, tester oraz "ten od TikToka". Miłośnik ulepszania swojego desktopa, czochrania kotów, Mazdy MX-5 i aktywnego uprawiania sportu. Wyznawca filozofii xD.