Najważniejszą z mechanik zabawy jest fakt, że gracz może wcielić się w dowolnego cywila przemierzającego ulice wirtualnego Londynu i pokierować jego poczynaniami. Rekrutować da się zarówno zbuntowanych młodzieńców, jak i babuszki zbliżające się do kresu swego życia. Co ciekawe, wybór rekruta nie ma najmniejszego wpływu na przebieg rozgrywki. Starsza pani po 60-tce jest tak samo dobrym strzelcem i hakerem jak krzepki 30-latek. Tak, każdy zwerbowany członek ma swoje umiejętności i bronie, ale nie ma to tak kolosalnego wpływu na zabawę, jak mogłoby się wydawać.
W typowo wykreowanym dla Ubisoftu świecie, większość głównych misji fabularnych Legionu będziecie mogli wykonać na swój własny sposób. Różnorodność bohaterów pozwala podejść do misji na wiele różnych sposobów. W pewne miejsca dostaniecie się bez problemu choćby dlatego, że do organizacji rekrutujecie osobę w odpowiednim uniformie.
Hakować można wszystko i wszystkich. Ludzi, drony, samochody, przeróżne elementy otoczenia. Pomaga to w walce, ucieczce, a nawet eksploracji. Watch Dogs: Legion jest bez dwóch zdań najlepszą z odsłon serii w zakresie swobody działania – i to jest ogromna zaleta.
Same misje są pozornie tylko zróżnicowane i po jakimś czasie zaczynają być nużące. Kilka zagadek logicznych i minigier nie zmienia faktu, że lwia część zadań sprowadza się do wykradzenia czegoś lub przedostania w określone miejsce. To trochę za mało jak na produkcję AAA. Brak jednego konkretnego bohatera sprawia, że gameplay nie wywołuje żadnych emocji. Postacie są dwuwymiarowe, nijakie i zupełnie anonimowe. Trudno związać się z którymkolwiek z Londyńczyków na tyle, aby w jakikolwiek sposób przeżywać rozwój niezbyt angażującej fabuły.
Grafika, ray tracing i DLSS 2.0 ratują Watch Dogs: Legion
Watch Dogs: Legion jest jedną z gier premiujących posiadaczy kart graficznych firmy NVIDIA. Dzieje się tak za sprawą upiększającej świat gry technologii ray tracingu oraz diametralnie zwiększającego wydajność DLSS w wersji 2.0. Silnik Dunia Engine zastąpił Disrupt wykorzystywany w poprzednich odsłonach i był to zdecydowany krok naprzód. Na ray tracing w najnowszej odsłonie Watch Dogs składają się odbicia na przeróżnych powierzchniach – w wodzie, szkle, a nawet na karoserii licznych pojazdów.
Jak wiele zyskuje Watch Dogs: Legion na zastosowaniu ray tracingu można przekonać się oglądając liczne porównania, takie jak to poniższe.
A DLSS? DLSS, jak to DLSS, wykorzystuje głębokie uczenie, aby czynić „magię” za sprawą bardzo zaawansowanego upscallingu. W jaki sposób? Najprościej rzecz ujmując, NVIDIA DLSS na podstawie obrazu o niskiej rozdzielczości tworzy obraz o wysokiej rozdzielczości o jakości zbliżonej maksymalnie do obrazu, który generowany byłby natywnie w wysokiej rozdzielczości. Ja gram w 1440p, a Watch Dogs: Legion śmiga tak dobrze, jakbym grał w 720p. Mówię poważnie, różnice po włączeniu DLSS są ogromne.
DLSS wyłączony

DLSS w trybie jakość
Watch Dogs: Legion ogrywałem na komputerze wyposażonym w kartę graficzną Palit GeForce RTX 2080 Ti – w rozdzielczości 1440p, maksymalnych ustawieniach graficznych i ray tracingiem ustalonym na maksymalny poziom. W miejscach, w których bez DLSS miałem ok. 30 klatek na sekundę, z DLSS 2.0 ustawionym na tryb wydajność miałem ok. 50 klatek na sekundę. Różnica jest kolosalna i odczuwalna w każdej lokacji. A różnice w jakości wyświetlanej grafiki? Na poniższym zrzucie ekranu zauważycie, że zrzut ekranu z aktywnym DLSS w trybie wydajność jest bardziej rozmmyty. W trybie jakość prędkość animacji zwiększała się o ok. 50%, a obraz był nieco ostrzejszy.
Podsumowanie
Podróżowanie po wirtualnym Londynie daje wiele satysfakcji, nawet pomimo dość drętwej mechaniki prowadzenia pojazdów. Od strony graficznej i architektonicznej miasto prezentuje się rewelacyjnie i duża w tym zasługa ray tracingu. Europejska metropolia tętni życiem i jest niezwykle przekonująca. Nowy system rekrutacji bohaterów jest intrygujący (choć nie ma niczego wspólnego z realizmem) i daje masę frajdy, podobnie z resztą jak hakowanie miasta i jego mieszkańców. Niestety, spacerom i zabawie w hakera szybko zaczyna towarzyszyć uczucie nudy.
Misje są powtarzalne, a fabuła niesamowicie drętwa jak na produkcję takiego kalibru. Znaczników na mapie jest całe zatrzęsienie, jak to bywa w produkcjach Ubisoftu, ale z czasem przechodzi ochota na ich eksplorację. Brakuje tu bohatera, z którym gracz mógłby wiązać jakieś emocje i dynamicznej, wciągającej opowieści. Watch Dogs: Legion jest co najwyżej poprawny i nie wybija się w kluczowych kwestiach ponad przeciętność.
Mocne strony:
+ mechanika hakowania nieprzerwanie bawi
+ fenomenalnie odtworzony Londyn
+ ciekawy system rekrutowania agentów
+ świetna oprawa graficzna z ray tracingiem i DLSS
+ zabawa na ok. 30 godzin (dłużej, jeśli wciągną Cię misje dodatkowe)
Słabe strony:
– zaskakująco słaba fabuła
– bezpłciowi bohaterowie
– mnóstwo bugów na premierę
– po jakimś czasie powtarzalność





