Kupujecie gry, ale ich nie uruchamiacie. Steam to kupka wstydu

Piotr MalinowskiSkomentuj
Kupujecie gry, ale ich nie uruchamiacie. Steam to kupka wstydu

Okazuje się, że platforma Steam jest wyjątkowym miejscem. Przeprowadzona analiza zwraca uwagę na kwestię kolekcjonowania gier, która staje się niekiedy ważniejsza od samego uruchamiania tytułów i spędzania w nich dziesiątek lub setek godzin. Brzmi dosyć nielogicznie, ale podobna praktyka jest też powszechna u wielu osób posiadających inne – nawet analogowe – zainteresowania. Co ciekawe, taki stan rzeczy ma być korzystny przede wszystkim dla niezależnych deweloperów.



Steam zaczął służyć do kolekcjonowania gier?

Faktem jest, iż żaden inny cyfrowy sklep nawet nie zbliża się do wyników rejestrowanych przez Steam – dlatego też sukces danej produkcji często podyktowany jest liczbą tamtejszych użytkowników. Ostatnio informowaliśmy Was chociażby o ogromnym zainteresowaniu darmowym tytułem Mecha BREAK gromadzącym setki tysięcy aktywnych internautów tuż po swojej premierze. Zdążyliście sprawdzić?

Wywód dotyczący zjawiska kolekcjonowania cyfrowych gier przygotował Chris Zukowski, znany ekspert ds. gamingowego marketingu. Od lat zajmuje się on analizą platformy Steam i zachodzących procesów wewnątrz jej społeczności. Okazuje się, że przez ostatnią dekadę Valve stworzyło coś, co jeszcze nie udało się nawet gigantom streamingowym pokroju m.in. Netflixa. Chodzi o przygotowanie środowiska przyjaznego różnym grupom odbiorców mającym określone potrzeby oraz oczekiwania.



Steam (Windows) – rozpocznij kolekcjonowanie gier wideo

Jak się okazuje, biblioteka przeciętnego użytkownika zazwyczaj w połowie składa się z gier, które nigdy nie zostały uruchomione. Koniecznie sprawdźcie swoją cyfrową półkę – istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że też należycie do tego grona. Sporo osób po prostu masowo kupuje mniej lub bardziej interesujące tytuły i to jest dla nich wystarczające. Nie mają potrzeby zdobywania wszystkich osiągnięć czy przechodzenia całej fabuły. Niektórzy użytkownicy posiadają dziesiątki tysięcy nietkniętych gier (grafika poniżej).

Nie ma w tym nic złego – to powszechne zjawisko

Chris uspokaja graczy – takie zjawisko jest niezwykle powszechne. Niektórzy lubią zbierać książki, inni preferują gromadzić zestawy LEGO, a jeszcze inni akcesoria papiernicze. Część przedmiotów nigdy nie zostaje użyta, wystarczy bowiem efekt posiadania i samo spojrzenie na posiadany dobytek. Identyczne zjawisko występuje w przestrzeni cyfrowej. Tam zresztą łatwiej jest popaść w kolekcjonerski nałóg – dlaczego?

Regularnie mamy do czynienia z organizowaniem sporych wyprzedaży, gdzie poszczególne tytuły można zdobyć za ułamek ich oryginalnej ceny. Do tego dochodzi obecność licznych zestawów obejmujących nawet kilkadziesiąt gier. Życie jest po prostu za krótkie, by uruchomić i spróbować każdej produkcji. Nie pomaga w tym ogromny katalog nieustannie kuszący nowinkami. To – wbrew pozorom – jest bardzo pomocne dla niezależnych deweloperów. Istnieje bowiem ogromna szansa, że kolekcjoner wyda pieniądze i tym samym wesprze niewielkie studio twórców.

Jak sytuacja wygląda w Waszym przypadku? Kupujecie gry z nadzieją, że kiedyś nadejdzie idealny moment do poświęcenia im wystarczającej ilości czasu?


Źródło: How To Market A Game / Zdjęcie otwierające: Valve, unsplash.com (@samsungmemory)

Piotr MalinowskiDziennikarz z pasji i wykształcenia. Jest związany z popularnymi serwisami branżowymi, gdzie od siedmiu lat publikuje treści o nowych technologiach, gamingu oraz „ludziach internetu”. Fascynuje go wpływ influencer marketingu na społeczeństwo oraz szeroko pojęte przyczyny i skutki nierówności społecznych. Prywatnie fan powieści/filmów grozy, gier studia Piranha Bytes, podcastów kryminalnych, dobrej kawy oraz rowerowych wycieczek.